O niczym tak nie marzę jak o chwili spokoju

Ostatnie miesiące dały mi nieźle popalić. Choroby dzieciaków były tak wyniszczające, że naprawdę z utęsknieniem czekam na lato i ten cudowny okres kiedy w końcu przestaną czepiać się nas te wszystkie przeziębienia i choroby zakaźne. W tym sezonie chorobowym moje dzieci miały już chyba każdą z chorób panujących w ich żłobku czy przedszkolu. Jak nie jedno coś przynosiło, to drugie i tak od października co chwilę zarażały siebie nawzajem i przy okazji nas.

Jestem naprawdę wykończona tym wszystkim. Wprawdzie dzieciaki mają dwoje rodziców, ale to głównie ja byłam w tym czasie z nimi w domu. Dlaczego? Bo to ja mam możliwość pracy zdalnej i nie muszę brać opieki, by z nimi zostać, a to duży plus przede wszystkim dla domowego budżetu. Z utęsknieniem czekam na te ciepłe dni, kiedy będziemy mogli spędzać czas wolny na działce, szczególnie, że szykujemy tam dzieciakom atrakcyjne miejsce do zabawy. Cieszę się na tę wiosnę i lato niesamowicie, bo wiem, że w końcu będę miała chwilę wytchnienia. Może w końcu uda mi się zrobić coś dla siebie?

Nie wiem jak Twoje dzieci, ale moje potrafią być bardzo absorbujące (i wkurzające jednocześnie). Karolinę energia rozpiera, nawet w trakcie choroby. Misiek z kolei to mały zbój, który tylko patrzy tymi swoimi zadziornymi oczami i kmini co tu zbroić. Oj nie mam ja z nimi łatwego życia, nie mam. Praca zdalna jest fajna, ale okiełznanie tej dwójki jest nie lada wyzwaniem i przeważnie kończy się tak, że oprócz moich standardowych godzin pracy, pracuję również wieczorem, a to już jest średnio komfortowe, bo mam wrażenie, że całe dnie spędzam przed komputerem, a czasu na odpoczynek brak.

Dlatego też w ostatnim czasie zauważyłaś spadek aktywności zarówno na blogu jak i w kanałach social media. Zwyczajnie nie mam na to czasu i energii. Nie chce mi się… Kiedy wieczorem zasiadam do nowego wpisu to zasypiam na siedząco z komputerem na moich kolanach. Naprawdę podziwiam mamy w rodzinach wielodzietnych albo te samotnie wychowujące dzieci, bo radzą sobie one naprawdę świetnie i chciałabym kiedyś osiągnąć ten poziom organizacji.

Ostatni strajk nauczycieli, też dał mi nieźle popalić. Przez dwa tygodnie byłam z obojgiem w domu, bo oczywiście Michał w tym czasie zachorował po raz drugi na bostonkę, więc nie było mowy o tym, by poszedł do żłobka. Po świętach na szczęście udało się zawieźć Karolinę na kilka dni do dziadków i jakoś ten czas przetrwaliśmy. Mam nadzieję, że nauczyciele dogadają się w końcu z rządem i we wrześniu unikniemy takich akcji. Popieram, że walczą o swoje, ale przez trzy tygodnie z dzieciakami w domu przy “home office” można dostać świra. Bo wiecie, jak w skeczu Abelarda Gizy (kto nie widział ten klika tu), dzieci oddajemy do przedszkola, nie po to żeby się czegoś nauczyły, tylko po to żeby były TAM! 😉

Nikt jednak nie mówił, że macierzyństwo będzie łatwe, szczególnie podwójne. Decydując się na dwójkę dzieci zdawałam sobie sprawę z tego, że niejednokrotnie będzie to walka. Walka nie tyle z dziećmi co z samą sobą – ze swoimi słabościami, bezradnością i brakiem cierpliwości. Chciałabym kiedyś móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że mi się udało. Póki co dążę do tego by być jak najlepszą matką dla moich dzieci.

Nie oznacza to jednak, że poświęcam im się w 100%. Owszem jestem w stanie zrobić dla nich wszystko i ich dobro jest dla mnie najważniejsze, ale ja też potrzebuję od nich odpocząć, pobyć chwilę sama, zrelaksować się w swoim towarzystwie. Jestem przekonana, że Ty również czasem tak masz.

W związku z tym, że dzień mamy zbliża się wielkimi krokami, postanowiłam, że miesiąc maj będzie dla mnie miesiącem robienia czegoś dla siebie. Dlatego wraz z Prezent Marzeń postanowiłam spełnić jedno ze swoich pragnień. W związku z tym, że chodzę spięta i zestresowana postanowiłam wybrać się na masaż gorącą czekoladą. Tym razem to nie ja pochłonę czekoladę, a ona “pochłonie” mnie. Dlaczego akurat taka forma prezentu? Do tej pory w ramach wszelkich uroczystości dostawałam prezenty materialne. Lubię je, ale teraz jestem na takim etapie, że na własne przyjemności brakuje mi czasu, więc prezent w formie przeżycia jest strzałem w dziesiątkę.

Prezent marzeń na dzień mamy

Gorąca czekolada daje przyjemne uczucie ciepła. Rozgrzewa ciało i pobudza zmysły oraz przyczynia się do wytwarzania endorfin – hormonów szczęścia, wyraźnie poprawiając samopoczucie. Czekolada ma również silne właściwości odżywcze dla skóry, pobudza mikrokrążenie i ujędrnia ciało. Zabieg wprowadza w stan głębokiego relaksu i odprężenia. Podczas masażu w całym pomieszczeniu unosi się upajający zmysły słodki zapach czekolady.

Dlaczego akurat czekolada? Odpowiedź jest prosta. Mam ogromną ochotę porządnie się zrelaksować i zadbać o spokój duszy i ciała. W domu z dwójką dzieci przy boku nie jestem w stanie tego zrobić. Jestem przekonana, że i Ty znasz to uczucie.

Taki opis masażu znajdziesz na stronie Prezent Marzeń. Czy teraz sama masz ochotę na taki masaż? Możesz go zdobyć, bo jedna z moich czytelniczek otrzyma ode mnie taki właśnie prezent do wykorzystania w jednej z 28 lokalizacji, więc nie tylko na terenie Szczecina.

Jak zdobyć voucher?

Jedyne co musisz zrobić to odpowiedzieć tutaj na blogu lub pod postem na facebooku na pytanie: Dlaczego voucher powinien trafić właśnie do Ciebie? Wyniki oczywiście w dzień mamy, a zgłoszenia przyjmujemy do północy 25 maja.

Tekst powstał przy współpracy z Prezent Marzeń.

Mnie natomiast ubrała marka Bonprixspódnia, bluzka, buty.

You Might Also Like