Nauczyciel też człowiek

W miniony poniedziałek w przedszkolu Karolinki została powieszona informacja, że przedszkole w dniach od 15 do 18 stycznia z powodu braku kadry nauczycielskiej nie jest w stanie zapewnić dzieciom należytej opieki. Tym samym placówka nie jest w stanie zagwarantować dzieciom bezpieczeństwa, więc dyrekcja poprosiła o nieprzyprowadzanie dzieci w tym terminie. Spodziewaliśmy się tej informacji, jednak nie sądziliśmy, że pojawi się tak z dnia na dzień.

O co chodzi?

W całej Polsce trwają protesty nauczycieli. Kiedy umieściłam na facebooku zdjęcie z powyższą informacją, zaraz pojawiło się mnóstwo komentarzy. Bo strajk, bo nie powinni, bo odbywa się to kosztem dzieci, które cierpią na tym najbardziej.

W sumie miałam w tej sprawie siedzieć cicho, ale dzisiaj u mnie w pracy wywiązała się na ten temat żywa dyskusja. Część osób twierdziła, że nauczyciele powinni pracować tyle samo co zwykli obywatele. Załóżmy, że te 8h dziennie, od 8 do 16 i mieć prawo tak jak my do 26 dni urlopu wypoczynkowego – i wtedy mogą sobie żądać podwyżek na poziomie 1000 zł brutto.  Z jednej strony się z tym trochę zgadzam, ale z drugiej przecież nauczyciel, oprócz prowadzenia lekcji, bardzo często ma też wychowawstwo, musi wypełniać dziennik elektroniczny, sprawdzać sprawdziany nierzadko do późnych godzin wieczornych, uczestniczyć w spotkaniach z rodzicami, wycieczkach szkolnych, kółkach zainteresowań, dyskotekach itd. To nie jest tak, że praca nauczyciela zaczyna się i kończy z chwilą przekroczenia progu szkoły. Część swojej pracy nauczyciele wykonują również w domu. 

Padło także stwierdzenie, że wychowawczyni córki mojej koleżanki wiele z tych spraw sobie olewa. Jest przed emeryturą i czuje się bezkarna. Spoko, rozumiem rozgoryczenie, ale czy tak nie jest w każdej pracy? Część osób będzie bardziej zaangażowanych w swoją pracę, a część mniej i nie nam to oceniać, prawda? Ocenę powinien wystawić danej osobie szef. Tak samo w przypadku nauczycieli – jedni angażują się bardziej inni mniej, a konsekwencje wobec pracownika powinien wyciągać dyrektor placówki. Jeśli tego nie robi, wtedy problem należy zgłosić do kuratorium oświaty, w końcu po coś ta instytucja istnieje. Jak przypomnę sobie np. mojego nauczyciela języka angielskiego w liceum, to dzisiaj nóż mi się w kieszeni otwiera. Facet nie robił na lekcjach prawie nic. Przez większość czasu siedział przy biurku i czytał gazetę. Kilka razy w semestrze kazał nam coś przeczytać na głos z książki i za to stawiał oceny do dziennika. To był koszmar. Pewnie, wtedy mi to pasowało, bo nie musiałam się uczyć, a i tak miałam same piątki. Na szczęście w porę się opamiętałam i kiedy podjęłam decyzję o wyjeździe do Stanów, poprosiłam o przeniesienie na fakultet do innej grupy, takiej w której przez rok nauczyłam się więcej niż przez poprzednie trzy lata. Być może gdyby nasza klasa zgłosiła ten fakt dyrektorowi, to kariera tego nauczyciela w tej szkole, potoczyłaby się inaczej, być może nie “uczyłby” nas angielskiego, ale że nam to odpowiadało, to nie czuliśmy potrzeby zgłaszania tego komukolwiek. Teraz wiem, że to był błąd. 

Czy nauczyciel nie ma prawa do wyższego wynagrodzenia?

Tak sobie rozmyślam… Prawo do wysokiego wynagrodzenia mają lekarze, górnicy, prawnicy, policjanci, wojskowi a nauczyciele, którzy odpowiadają za wykształcenie tych wszystkich osób, którzy rozbudzają w dzieciach ciekawość i chęć dalszej nauki, takiego prawa nie mają? Jak to jest?

Nie oszukujmy się, ale w dzisiejszym świecie zawód nauczyciela nie jest łatwym zawodem. Nauczyciele nie są już autorytetami dla młodych ludzi. Bywa, że są oni szykanowani przez swoich uczniów, zastraszani, a sami nie mogą zrobić nic, poza rozmową z rodzicem, który często również bywa agresywny, roszczeniowy.

Nauczyciel nie jest od wychowywania, a od wskazywania dziecku dalszego kierunku rozwoju. To na nas rodzicach spoczywa największa odpowiedzialność, cały trud wychowania, pomoc w nauce, praca z dzieckiem w domu. Czasem mam wrażenie, że rodzice chcieliby żeby szkoła przejęła od nich wszystkie obowiązki wobec dziecka, żeby sami mogli skupić się jedynie na przyjemnościach. Tak się nie da.

Decydując się na dzieci powinniśmy zdawać sobie sprawę, że to na nas spoczywa główna odpowiedzialność za wychowanie mądrego młodego człowieka. Szkoła ma nam w tym tylko pomóc.

Czy protesty odbywają się kosztem dzieci?

Uważam, że nie do końca. Owszem, musimy zapewnić dziecku w tym czasie opiekę, korzystając z prawa do zasiłku opiekuńczego za opiekę nad zdrowym dzieckiem do ósmego roku życia. Ale czy dzieje się to kosztem dziecka? Czy myślisz, że Karolinie nie podoba się to, że najbliższe kilka dni może spędzić w domu z tatą? No właśnie, ona jest tym zachwycona. Jedyne z czego możemy być niezadowoleni to fakt, że zupełnie niespodziewanie zostaliśmy zmuszeni do zmiany swoich planów a nasze wynagrodzenie spadnie o te 20% w ciągu tych kilku dni. Więc nie, nie jest to kosztem dzieci. Pewnie, że wolałabym, żeby Karolina miała w tym czasie zapewnioną opiekę w przedszkolu, ale decydując się na dzieci, zdawałam sobie sprawę z tego, że czasem zdarzają się nieprzwidziane sytuacje, kiedy trzeba wszystko rzucić i zająć się swoją pociechą.

A jakie Ty masz zdanie na temat strajku nauczycieli?

 

Przeczytaj jeszcze