W PODRÓŻY

Lublin. Ależ tam pięknie!

28 października 2018

Dość nieoczekiwanie, miastem wojewódzkim w Polsce, które najczęściej odwiedzałem w 2018 roku okazał się być (poza Szczecinem oczywiście), Lublin – czyli miasto oddalone hen hen od Szczecina daleko. W stolicy Lubelszczyzny miałem przyjemność być, gdy pokryta była grubą warstwą śniegu i gdy z nieba lał się wczesnojesienny żar. Obie wizyty były świetne.

Podejrzewam nie byłoby łatwo znaleźć inne tak bardzo różniące się od siebie miasta, jak Szczecin i Lublin. Szczecin, a przynajmniej jego historyczna część, to szerokie arterie, wybudowane od linijki kamienice i ronda – bardzo dużo rond. Szczecin to też, nad czym ubolewam, brak centrum z prawdziwego zdarzenia, gdzie można się spotkać, pospacerować i przystanąć na coś do jedzenia. Być może za jakiś czas taką funkcję spełniać będzie Łasztownia otoczona z dwóch stron bulwarami – teraz jednak, jest z tym mocno średnio.
Lublin z kolei, to piękna historia, którą niemal dotknąć można wśród kamieniczek na Starym Mieście. Choć nie wszystkie budynki są tam odrestaurowane, wokół nich naprawdę tętni życie. Na każdym kroku znajdziemy tam knajpki i restauracje, wśród których wyróżniają się perełki, takie jak choćby restauracja żydowska serwująca przepyszną chałkę i wątróbkę podaną z miodem. Zwieńczeniem Starego Miasta jest zamek, którego początki sięgają XII wieku.

Ze starówką połączony kilkusetmetrowy pasaż – Krakowskie Przedmieście, którego fragment jeszcze do niedawna był ruchliwą drogą dla samochodów. Poza kolejnymi knajpkami, znajdziemy tam również ogromną fontannę multimedialną – to taką naprawdę multimedialną z pokazami światła, dźwięku i wody.

Historię w Lublinie odnajdziemy jednak nie tylko na starówce. Tuż obok fontanny, na Placu Litewskim znajduje się choćby dawna siedziba rządu Ignacego Daszyńskiego. Wrażenie robią też odnowione elewacje historycznych kamienic, których w centrum miasta jest bardzo dużo. Sporo jest również przeróżnych instalacji stworzonych przez artystów, które są świetnymi przerywnikami podczas spacerów.

Będąc w Lublinie warto jest też poświęcić nieco czasu i zwiedzić położony nieopodal Nałęczów, słynący z uzdrowiska, w którym swój czas uwielbiał spędzać Bolesław Brus, krówek i śliwek w czekoladzie. 

 

Jakieś minusy? Będą dwa – oba związane z podróżą. Po pierwsze, malutki dworzec kolejowy, w którym średnio wygodnie oczekuje się na pociągi. Po drugie, to właśnie pociągi. Ze Szczecina do Lublina nie pojedziemy bezpośrednio pociągami InterCity. Na trasie jeżdżą mocno starawe składy TLK, w których pomarzyć możemy choćby o Warsie. Jako, że podróż trwa teoretycznie około 10 godzin (w praktyce, zwykle ponad 11), o jakimś większym komforcie podróży możemy zapomnieć. Oczywiście do i z Lublina dojechać możemy z przesiadkami, ale tę metodę raczej bym odradzał. Pociągi notorycznie się spóźniają. Wracając we wrześniu do Szczecina uciekły mi dwa pociągi – w Warszawie i Poznaniu. O dziwo, opóźnione nie były tylko te składy, które odjeżdżały nie czekając na mój pociąg.
Do Lublina dostaniemy się też samolotem – choć niestety też nie bezpośrednio.

Podsumowując, Lublin jest świetny – a przy tym zupełnie inny niż porównywalny wielkościowo Szczecin, z którym to styczność mam na co dzień. Wielka szkoda, że jest tak daleko, przez co podróż tam jest prawdziwą wyprawą.

Polecane dla Ciebie