MACIERZYŃSTWO

Jestem mamą Aniołka

15 października 2018

Piętnasty października to ważna data dla wielu kobiet. Mam wrażenie, że z każdym rokiem, dla coraz większej liczby. To dziś jest dzień dziecka utraconego. To dzień, w którym zatrzymujemy się na chwilę i wspominamy nasze nienarodzone lub przedwcześnie urodzone dzieci, którym niedane było przeżyć.

Chciałabym móc napisać, że mnie to nie dotyczy, chciałabym móc nie myśleć o tym co nas spotkało, ale nie mogę, nie umiem i nie chcę. Jestem mamą Aniołka, dwóch Aniołków. Piętnasty października to umowna data, każda z nas swoją tragedię przeżywała innego dnia. Dla mnie były to kolejno 8 czerwca i 23 stycznia. Te dwie, zupełnie nic nie znaczące dla innych ludzi daty, zapamiętam do końca życia. To właśnie wtedy umarły moje dzieci. Zwolennicy aborcji powiedzą, że płód w 6 czy 12 tygodniu ciąży, to nie dziecko. Dla nich to tylko zarodek. A dla nas, tysięcy kobiet, które znalazły się w takiej samej sytuacji, to utrata najukochańszej istoty na świecie, żadnej zygoty, zarodka, embrionu czy płodu, a dziecka. Dziecka, na które czekałyśmy, które kochałyśmy od momentu zobaczenia dwóch kresek na teście. Dziecka, którego nie miałyśmy okazji przytulić ani pocałować. 

Utrata dziecka, dla każdej z nas to traumatyczne przeżycie. Nieważne na którym etapie ciąży się to dzieje. Teraz po kilku latach, kiedy myślę o tym, co mnie spotkało, to cieszę się, jeśli w ogóle można się z tego cieszyć, że stało się to na tak wcześnie. Ani w pierwszej, ani w drugiej ciąży nie zdążyłam się jeszcze oswoić z myślą, że zostanę mamą, a już musiałam pogodzić się ze stratą. Przyznam szczerze, że do dzisiaj kiedy myślę o moich przeżyciach, o tym co wtedy czułam, o tym jak nikt nie potrafił mi wtedy pomóc, łzy same cisną się do oczu. Jestem mamą czwórki dzieci, mimo, że urodziłam tylko dwoje.

Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czują matki, które straciły dzieci w późniejszych etapach ciąży, które słyszały ich bicie serduszka, widziały je na USG, urodziły je martwe, lub miały niewiele czasu na pożegnanie się. Nie potrafię sobie wyobrazić, chociaż w moim najbliższym otoczeniu doszło do takiej niewyobrażalnej tragedii. Do dzisiaj mam przed oczami tę malutką istotkę podłączoną do szpitalnej aparatury, walczącą o każdy oddech, każde bicie serduszka. To najgorsze co może być dla matki, ojca i rodziny. Dzieci nie powinny umierać, dzieci powinny rodzić się zdrowe i każdego dnia nieść światu radość.

Mimo moich doświadczeń jestem szczęściarą. Udało się. Urodziłam dwoje wspaniałych i zdrowych dzieci. Dzieci, którym kiedyś opowiem, o ich bracie lub siostrze, patrzących na nich z nieba i cieszących się z każdego ich sukcesu. Wierzę w to, że tak jest, że nasze Aniołki patrzą na nas teraz i mają całą naszą czwórkę w opiece. Ty też w to uwierz. Nawet jeśli teraz wydaje Ci się, że życie nie ma sensu i że już nigdy nie zostaniesz mamą. Też przez to przechodziłam. Pogodzenie się ze stratą dziecka nie jest łatwe. To chyba najtrudniejsze zadanie przed jakim stawia się kobietę,  ale my jesteśmy silne. Nie twierdzę, że kiedykolwiek zapomnisz, bo jest to niemożliwe. Z czasem jednak ból będzie łagodniejszy, pewne rzeczy zrozumiesz i chociaż trochę pogodzisz się z jego utratą. Musisz tylko dać sobie czas… Nadejdzie dzień, w którym usłyszysz najpiękniejszy płacz na świecie, ten pierwszy krzyk Twojego zdrowego i nowonarodzonego dziecka. Uwierz w to, a tak właśnie będzie.

Zdjęcie główne: flickr.com – Kylir Horton

Polecane dla Ciebie