MACIERZYŃSTWO

Szczerze o moim macierzyństwie

17 września 2018

Ostatnio jedna z bezdzietnych znajomych zadała mi pytanie jak to jest być matką dwójki dzieci? Czy jestem szczęśliwa i czy gdybym mogła cofnąć czas to nadal bym się na nie zdecydowała? I wiesz co? Dała mi tymi pytaniami do myślenia. Są dni, kiedy bez wahania odpowiedziałabym, że tak, bo moje życie jest takie jakie chciałabym, żeby było, ale…

Właśnie, jest jakieś ale, bo tych dni wcale nie ma aż tak dużo jak bym chciała. Nie mam idealnego życia i niestety przez większość moich dni jestem sfrustrowaną mamą dwojga, która każdego dnia walczy ze sobą, swoimi emocjami i stara się nie rozpaść na kawałki. Zanim zostałam mamą byłam bardzo skupiona na sobie i swoich potrzebach. Wprawdzie nie byłam egoistką, ale ważne było dla mnie moje “ja” i moje potrzeby. Pojawienie się na świecie Karoliny i Michała mocno zaburzyło mój styl życia. Wraz z ich narodzinami zaczęły pojawiać się prawdziwe problemy, które zostawiały ślad na mojej psychice, doprowadzając tym samym do zmiany mojego sposobu myślenia.

Jak wygląda to dzisiaj? Czy jestem szczęśliwa? Gdybym Ci napisała, że jak nigdy w życiu, bo moje macierzyństwo to ochy, achy i sranie tęczą, uwierzyłabyś mi? Pewnie nie. Już kilkukrotnie dałam Ci tutaj odczuć, że dzieciaki dają mi nieźle w kość i wychowywanie ich bywa drogą przez mękę, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Czy jestem zatem nieszczęśliwa? Nie, nie jestem. Moje życie jako matki nie wygląda tak, jak sobie wymarzyłam kilkanaście lat temu, kiedy pracowałam jako niania. Obiecałam sobie wtedy, że nigdy nie będę tą matką narzekającą na swoje dzieci, nie będę na nie krzyczeć i będę mamą idealną. Niestety gdzieś w międzyczasie, wymknęło mi się to wszystko spod kontroli. Owszem jestem szczęśliwa, ale do pełni szczęścia czegoś mi jeszcze brakuje, tylko trudno mi jest określić czego.

Czy winne są temu moje dzieci?

Absolutnie nie! W końcu zdałam sobie sprawę, że winna jestem ja sama. To moje wyidealizowane “ja” pragnie od życia czegoś więcej niż ma. Część mnie chciałaby nadal żyć beztrosko, nie przejmować się otaczającym światem i zmianami w nim zachodzącymi. Tylko kurczę, nie da się! Czasem mam wrażenie, że nie dojrzałam jeszcze do bycia mamą. Owszem, pragnęłam dzieciaków z całego serducha, ale kiedy dają mi tak bardzo w kość, to marzę tylko i wyłącznie o samotności. Ostatnio coś we mnie pękło. Któregoś popołudnia po prostu oznajmiłam Przemkowi, że wychodzę i wracam tuż przed kąpielą. Potrzebowałam chwili dla siebie, by nie zwariować. Wzięłam torebkę, klucze, telefon i wyszłam, by pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Możesz się poczuć urażona, bo jak ja mogę narzekać. Mam dwoje wspaniałych i zdrowych dzieci, fantastycznego męża, a marzę o tym by chociaż przez chwilę pobyć sama. No marzę! Ludzie tak mają, że marzą o rzeczach, które są dla nich niedostępne, a póki co, to właśnie chwile samotności, są dla mnie nieosiągalne.

Kiedy wróciłam do pracy zaczęłam odzyskiwać wewnętrzny spokój. Separacja od dzieci sprawiła, że macierzyństwo stało się przyjemniejsze. Czułam mniejszą presję bycia idealną mamą, bo zdałam sobie sprawę, że i tak nie sprostam postawionym sobie wymaganiom. Raz, że brak mi czasu na realizację wszystkiego, dwa – dążenie do doskonałości potęguje moją frustrację, więc postanowiłam odpuścić.

Widzisz na tych zdjęciach uśmiechniętą i szczęśliwą rodzinę. Po tej sesji, kiedy otrzymałam je od Pani fotograf, zdałam sobie sprawę, że ostatnimi czasy zdecydowanie za rzadko się uśmiecham. Ja, osoba, której uśmiech, niegdyś nie schodził z twarzy, przestała to robić. W sumie nawet nie wiem kiedy stałam się znerwicowaną babą, która ma pretensje do świata o to, że jej życie nie jest takie, jakie sobie wymarzyła. Dzisiaj, przyznaję się do tego przed Tobą. Być może tak jak ja, gdzieś się w tym macierzyństwie zagubiłaś i pomieszały Ci się priorytety. Być może tak jak ja, tak bardzo starałaś się być idealną mamą dla swoich dzieci, że zupełnie zapomniałaś o sobie i swoich potrzebach. Wiedz, że nie jesteś sama. Pewnie matek takich jak my jest więcej. Najważniejsze jest to, by w odpowiednim momencie zdać sobie z tego sprawę i nie obarczać swoich bliskich wciąż pogarszającym się nastrojem. Czas się przyznać przed sobą – nie jestem idealną mamą, ba nigdy nią nie będę, ale staram się być najlepszą mamą dla moich dzieci. One codziennie mi to uświadamiają, kiedy przychodzą się przytulić, kiedy pokazują swoje „ała” bo wiedzą, że pocałunek mamy działa cuda, kiedy mówią, że mnie kochają. Muszę tylko na nowo odnaleźć ten zapał, który miałam w sobie jeszcze kilka miesięcy temu. Trzymaj zatem kciuki, bo w obecnej sytuacji, wcale nie jest to takie proste. 

Zdjęcia wykonała Agnieszka Tylka

Polecane dla Ciebie