LIFESTYLE

O relacjach dobrosąsiedzkich

27 sierpnia 2018

O tym jak się mieszka na czwartym piętrze w bloku bez windy wspominałam Ci jakiś czas temu w osobnym wpisie. Jeśli jeszcze go nie czytałaś to musisz koniecznie to nadrobić, szczególnie jeśli zastanawiasz się nad zakupem mieszkania na rynku wtórnym i rozważasz ostatnie piętro. Taka decyzja musi być przemyślana i warto rozważyć wszelkie za i przeciw. W naszym wypadku więcej jest tych “przeciw” dlatego podjęliśmy decyzję, że za kilka lat będziemy myśleć o zmianie mieszkania.

Jest jednak jeden szczegół, którego będzie mi brakować jak już się stąd wyprowadzimy. I wcale nie chodzi o mieszkanie, tylko o naszych sąsiadów. Jak byłam młodsza nie zwracałam szczególnej uwagi na relacje łączące moich rodziców z ich sąsiadami. Teraz, kiedy sama jestem właścicielką mieszkania, widzę jak ważny jest to element naszego życia. Wybierając mieszkanie na rynku wtórnym warto więc również zwrócić uwagę na to, kto będzie mieszkał w naszym sąsiedztwie. Żeby później się nie zdziwić, że patologia, libacje alkoholowe, smród i brud na klatce. Nam na szczęście się udało. Mamy naprawdę fajnych sąsiadów i właśnie o nich chciałam Ci dzisiaj napisać. 

Sąsiedzi trafili nam się naprawdę super. Właściwie nie mam zastrzeżeń do nikogo. Z jednymi lubię się bardziej, z innymi mniej. Na naszej klatce oprócz nas mieszkają jeszcze dwa młode małżeństwa, reszta to “stare dziadki” na emeryturze. Z jednymi młodymi się razem trzymamy – pomagamy sobie w potrzebie, dzieciaki się razem bawią, od czasu do czasu spotykamy się na kawie – to jest normalne. Najbardziej jednak zaskoczyła mnie relacja łącząca nas ze wspomnianymi emerytami. Kto by się spodziewał, że znajdę wspólne tematy do rozmów z siedemdziesięcioletnią babcią? 

W pierwszych tygodniach naszego mieszkania tutaj, mieliśmy dość spore spięcie z jednymi z sąsiadów. Wtedy nie do pomyślenia było dla mnie to, że akurat z nimi, będą nas łączyć tak ciepłe stosunki. Dzisiaj Ci państwo to jedni z naszych najlepszych sąsiadów. Jak byłam w ciąży z Michałkiem sąsiadka często mnie zagadywała. Pytała jak sobie radzę, oferowała swoją pomoc. Tuż przed jego narodzinami zaproponowała mi nawet, że od czasu do czasu może zająć się Karolinką, żeby mnie trochę odciążyć. Kilka razy byłam zmuszona z tej pomocy skorzystać. 

Nie wiem czy my wyglądamy na zabiedzonych, ale sąsiedzi regularnie dzielą się z nami różnymi produktami. Ostanio, jedna z sąsiadek, po której kompletnie bym się tego nie spodziewała, przyniosła nam reklamówkę ogórków, inna – jabłek, jeszcze inna – cukinie. Sąsiad z piętra niżej co jakiś czas dostarcza nam jabłka, pomidorki, fasolkę, czy nawet kwiaty. Nawet dzisiaj na naszej wycieraczce Przemek znalazł reklamówkę pomidrów i brzoskwiń. Jak urodził się Michał sąsiad przyniósł mu nawet prezent. Karolina zresztą też dostaje prezenty od sąsiadki, która oferowała nam pomoc – w zeszłym roku przed pójściem do przedszkola czy na Boże Narodzenie. To naprawdę bardzo miłe. 

Kiedy Przemka jakiś czas temu zabrało pogotowie mogłam liczyć tylko i wyłącznie na moich dobrych sąsiadów. To oni zajęli mi się dzieciakami, żebym ja mogła skupić się na ważniejszych w tamtym momencie sprawach. A kiedy dwa lata temu rozchorowaliśmy się w Wigilię i nie mogliśmy wyjechać na święta, ta sama sąsiadka poratowała nas kilkoma wigilijnymi potrawami i podzieliła się z nami opłatkiem.

Sąsiedzi już kilkukrotnie udowodnili nam, że warto żyć ze sobą w zgodzie, wspierać się wzajemnie i sobie pomagać. Nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy w potrzebie, a sąsiad jest tuż obok. Jest bliżej niż rodzina, więc czasem łatwiej jest mu wyciągnąć pomocną dłoń. Ja mam dobrych sąsiadów i sama staram się być taką sąsiadką, wiesz taką od której możesz pożyczyć szklankę cukru, jajko czy w razie czego zostawić dzieciaki na przechowanie.  

Piszę Ci o tym, bo zauważyłam, że młodzi ludzie często odcinają się od swoich sąsiadów, szczególnie tych starszych. Ich relacje ograniczają się jedynie do zwykłego “dzień dobry” na klatce schodowej. Integrują się tylko z osobami w swoim wieku, a o starszych zapominają. A to błąd! Jak myślisz kto pierwszy wyciągnie do Ciebie pomocną dłoń: zabiegana młoda sąsiadka wiecznie wpatrzna w swój telefon czy emerytowana starsza pani? Wiem, wiele zależy od człowieka i często zdarzają się irytujące i wścibskie sąsiadki, które muszą wszystko wiedzieć, ale nie wszystkie są takie. Ja zaczęłam dostrzegać dobroć tych osób, jak pojawiły się na świecie nasze dzieci. Sąsiedzi zawsze byli ciepli w stosunku do nas, ale jak pojawiły się dzieciaki, to zauważyłam że nasze relacje stały się bliższe. Zaczęliśmy je bardziej pielęgnować. Czasem wystarczy 5 czy 10 minut życzliwej rozmowy ze starszą osobą, a jej dzień staje się milszy. Te osoby często nie mają do kogo się odezwać. Często nie mogą też liczyć na pomoc najbliższych, bo Ci mieszkają daleko lub są zapracowani. Myślę, że warto się skupić na dobrych relacjach z sąsiadami i pielęgnować je, bo czasem sąsiedzi to jedyne osoby, które w nagłych przypadkach wyciągną do nas pomocną dłoń. Nie ważne czy mają lat 25, 30 czy 70. 

Zdjęcie główne: Patmat film s.r.o

Polecane dla Ciebie