ZABAWKI

Kandu – zabawki tworzone z pasją

6 sierpnia 2018

W zeszłym tygodniu wykorzystałam nieobecność Karoliny i posprzątałam jej pokój. A to nie lada wyzwanie, bo każde moje wejście do tej części naszego mieszakania zwykle kończyło się złym humorem jednej z nas. Albo ja wychodziłam stamtąd wściekła, bo znowu nadepnęłam na rozwalone na podłodze zabawki, albo Karolina się awanturowała, że kazałam jej posprzątać. W dziecięcych pokojach panuje chaos. Kiedy na instagramie widzę piękne, urządzone w skandynawskim stylu pokoiki, zastanawiam się jak to jest możliwe, że jest tam tak czysto?

Pokój Karoliny to jeden wielki bajzel. Czasem aż boję się otworzyć drzwi. Sprzątając doszłam do wniosku, że moje dziecko ma za dużo zabawek. Zdziwiło mnie również to, że sporo z nich to straszna, pachnąca chińszczyzną, tandeta. Mimo, że przywiązuję ogomną wagę do tego jakie zabawki jej kupuję, to i tak od czasu do czasu w jej ręce wpada kolejna świecąca, grająca, kolorowa i robiąca straszny hałas zabawka, którą po prostu musi mieć. A odmawianie jej przychodzi mi z trudem. Tym sposobem, mamy w domu całe mnóstwo tzw. dupereli, na które wydaliśmy całkiem sporą kasę. A przecież za tę kwotę moglibyśmy jej kupić naprawdę fajną i wartościową zabawkę, której nie rzuci w kąt zaraz po tym jak przyjdziemy z zakupów do domu. 

Wyrzuciłam jej naprawdę sporo zabawek, a nawet się nie zorientowała, kiedy wróciła od dziadków. Wiele z nich było już połamanych, bo wykonane były z wątpliwej jakości plastiku, część przestała grać, świecić a wymiana baterii nie pomogła. Do tej pory jednak Karolina nie pozwalała na ich wyrzucenie, mimo że od miesięcy się nimi nie bawiła. Kiedy wyjechała wzięłam sprawy w swoje ręce i zrobiłam z nimi porządek.

Kiedy sprzątałam naszła mnie pewna myśl. Nasze dzieciaki mają dosłownie wszystko czego tylko zapragną. Żyjemy w takich, a nie innych czasach. W czasach konsumpcjonizmu, w których liczy się głównie posiadanie dóbr materialnych. Nic więc dziwnego, że my dzieci wychowane w latach 80-tych, których rodziców nie było stać na kupowanie zabawek z Pewexu, chcemy naszym dzieciom dać to, o czym sami marzyliśmy w ich wieku. Tym sposobem pokoje naszych dzieci zagracane są kolejnymi lalkami Barbie, plastikowymi samochodami, gumowymi piłkami, pluszakami itd. Na szczęście, czasem idziemy po rozmum do głowy i odmawiamy zakupu kolejnej plastikowej pierdoły, która zepsuje się zaraz po wyjęciu z opakowania. 

 

Ja w wieku Karoliny marzyłam o drewnianej kuchni – takiej z prawdziwego zdarzenia, na której widok wszystkim koleżankom wyjdą oczy. Nigdy jednak się jej nie doczekałam – moja wyobraźnia natomiast pozwoliła mi zorganizować tzw. bawitko znane też jako kuchnia błotna. Oj, ile ja podprowadziłam mojej mamie garnków, sztućców czy innych kuchennych przyborów, wie tylko ona sama. Karolina drewnianą kuchnię posiada. Spełniłam swoje dzieciece marzenie już jako matka. Rodzice kupując zabawki często spełniają nie tylko marzenia dzieci, ale również swoje. I to jest piękne!

Przejrzałam zabawki Karoliny i znalazłam naprawdę niewiele takich, które przetrwają pokolenia. Owszem, kilka się znajdzie. I wcale nie dziwi mnie fakt, że wszystkie wykonane są z drewna, bo te wykonane z prawdziewgo, pachnącego żywicą drewna, mają duszę i przetrwają nawet najbardziej szalone zabawy. Wiesz jak pachną takie zabawki? Ja uwielbiam ten zapach. Kiedy w pracy, muszę zrobić rundę po stolarni, przypomina mi się zapach drewnianego konia na biegunach, którym bawiłam się u koleżanki, a którym teraz bawi się jej syn. Ja nie mam ani jednej takiej zabawki z dzieciństwa, którą mogłabym przekazać moim dzieciom. Dlatego teraz, kiedy wybieram dla nich zabawki kieruję się jakością, która przetrwa długie lata zabawy. Taką jakość zapewnia między innymi rodzinna firma Kandu, która tworzy zabawki z myślą o tym, by bawiły się nimi kolejne pokolenia. W dzisiejszych czasach, w pogoni za pieniądzem, to trochę dziwne prawda? A jednak, są firmy dla których nie liczy się kasa, a uśmiech na twarzy ojca, matki, dziadka czy babki kiedy patrzą, jak ich dzieci i wnuki bawią się czymś, czym sami się bawili . Taki widok przywołuje radosne wspomnienia. Wspomnienia, którymi można dzielić się z dziećmi podczas wspólnej zabawy. Marzę o tym, by moje dzieci kiedyś tego doświadczyły.

 

Jestem trochę sentymentalna, ale wiesz ile bym dała za to, by moje dziecki mogły pobawić się jakąś zabawką z mojego dzieciństwa? Dlatego teraz wybierając zabawki dla nich nie kupuję tylko takich, o które one poproszą. Kupuję też takie, za które podziękują mi w przyszłości. Dzięki moim decyzjom zakupowym, moje dzieci zadbają o więzi rodzinne. Kiedy o tym pomyślę robi mi się ciepło na serduchu.

Kandu to rodzinna firma, która powstała prawie trzydzieści lat temu w okolicach Ostrowa Wielkopolskiego. Założył ją Marian Kępas, ojciec Piotra, który dzisiaj odpowiada za projekty zabawek. Zaczął od skonstruowania odpowiednich narzędzi stolarskich, o które w tamtych czasach było trudno. Z pasją i determinacją doprowadził do rozwoju firmy produkującej piękne zabawki z naturalnego drewna brzozowego. Zabawki, które przetrwają pokolenia. Dzisiaj misją Kandu jest dbanie o prawidłowy rozwój dzieci oraz wyjątkowe relacje rodzinne”. Firma otwiera się na rynki międzynarodowe, bo chce by jak najwięcej dzieci miało okazję poznać te ręcznie robione zabawki.

Mimo, że zabawki nie należą do tanich, warto się nimi zainteresować. Kucyk czy motorek na płozach to idealne zabawki na roczek. Najpierw posłużą jako zabawki do huśtania, a z czasem, po demontażu płóz, dziecko będzie doskonalić umiejętność utrzymywania równowagi. To inwestycja na lata – nie tylko dla naszych dzieci, ale również dla wnuków. 

Chciałabym, żeby w naszym domu, wśród ogólnodostępnych zabawek z sieciówek, znalazło się jak najwięcej produktów tworzonych z taką pasją, jak zabawki Kandu. 

Wpis powstał przy współpracy z Kandu Toys. 

Polecane dla Ciebie