OJCOSTWO

Nie taki straszny ten ojcowski

1 sierpnia 2018

Właśnie skończył się mój urlop ojcowski. Urlop, który niemal w całości spędziłem w towarzystwie Michała (i trochę Karoliny). I powiem Wam, że wbrew obawom, które miałem przed jego rozpoczęciem, bardzo mi się podobało. Uważam, że takich kilka dni spędzonych w towarzystwie malucha potrzebnych jest każdemu ojcu.

Jako, że Olga właśnie wróciła do pracy, a żłobek Michała ma dwutygodniową przerwę w funkcjonowaniu, niejako zmuszony zostałem do wykorzystania urlopu ojcowskiego i…no cóż, robienia za opiekunkę do dzieci. Przyznam, że bałem się okrutnie, bo o ile Karolina to już od bardzo dawna „córeczka tatusia”, to w Miśkowej klasyfikacji pod względem fajności byłem gdzieś pod koniec pierwszej dziesiątki, za mamą, Karoliną, Bezą, chomikiem, ulubioną piłką, przytulankami i sąsiadką spod siódemki. W dodatku choróbska, które się do nas przyplątały sprawiły, że zamiast zaplanowanych spacerów i wypadów na działkę, zmuszeni byliśmy siedzieć w domu.

Na początku jednak ustalmy sobie jedno – zawsze bardzo lubiłem spędzać czas z Michałem, ale gdy tylko na horyzoncie pojawiała się MAMA, młody rzucał wszystko i leciał tylko do niej. To ona była z nim przez ostatnie 14 miesięcy, gdy ja chodziłem do pracy, więc trudno, żebym miał do niego o to jakieś pretensje. Zawsze też czułem, że przez tę moją nieobecność, niejako nie jestem dla niego na pierwszym miejscu.

Przyszedł jednak pierwszy dzień urlopu, Olga pojechała do pracy i… już po kilku minutach maluch uświadomił mi, że całe te moje, nieco sceptyczne nastawienie rozbić można było o kant…no wiadomo czego. Okazało się, że taki urlop i możliwość spędzenia 9 godzin dziennie tylko we dwójkę zwyczajnie był nam bardzo potrzebny. Dzięki niemu dowiedziałem się, że mój syn to naprawdę spoko ziomek, który uwielbia jeść, śmiać się, bawić i przytulać – dokładnie w tej kolejności. Nie oglądamy jeszcze wspólnie meczów, ale w przeciwieństwie do innych znanych mi osób, nie przeszkadza mu muzyka, którą go męczę.

Wiem, że to tylko dwa tygodnie, ale już teraz widzę, że przez ten czas bardzo mocno się do siebie zbliżyliśmy. Mama w dalszym ciągu jest wprawdzie dla niego numerem jeden, ale to przecież nic złego. W moim odczuciu, ten czas pozwolił nam się lepiej poznać – obaj wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać i na ile w swojej obecności możemy sobie pozwolić. Żałuję tylko, że dopiero teraz mieliśmy okazję spędzić na osobności tyle czasu.

Polecane dla Ciebie