KSIĄŻKI

Ryjówki potrafią być fajne

27 czerwca 2018

Nie wiem czemu, ale doskonale pamietam ten dzień. Był wrzesień – a może październik, 1990 r. Wracaliśmy z mamą z przychodni lekarskiej z diagnozą jakiegoś kolejnego przeziębienia i zaleceniem, aby zamiast w przedszkolu, kolejne dni spędzić w łóżku. Idąc w kierunku naszego mieszkania zatrzymaliśmy się na moment w pobliskim kiosku z gazetami. Mama zamierzała pewnie coś sobie kupić, a ja korzystając z okazji przyglądałem się periodykom dla dzieci. Pewnie wziąłem do ręki Świat Młodych, może Świerszczyka, aż mój wzrok przykuło coś zupełnie nowego.

Komiks. I to nie byle jaki komiks – opowiadający o przygodach Goliata. Dla niewtajemniczonych powiem tylko, że tytułowy bohater był jaskiniowcami władającym magicznym toporkiem. Wiem, że teraz może brzmieć to dziwnie, ale wtedy to był prawdziwy sztos. Mama zlitowała się nade mną i kupiła mi tę dziwna historyjkę obrazkową, nie spodziewając się pewnie jak mocno wsiąknę w komiksy.

Po Goliacie przyszedł czas na inne tytuły. To wtedy, mając zaledwie około 7 lat pokochałem Batmana. Pierwszą historią o człowieku-nietoperzu, jaką wziąłem do ręki było opowiadanie o początkach Timothy’ego Drake’a w roli Robina – tuż po śmierci Jasona Todda, i wspólna walka obu protagonistów z przerażającym Dwie Twarze (o ile dobrze pamiętam komiks wydany został we wrześniu 1991 r.).

Do dziś mam uśmiech na twarzy, gdy wspominam cały rytuał czytania komiksów, który wprowadzałem w życie po kupnie każdego kolejnego zeszytu z przygodami ulubionych bohaterów. Najpierw było przeglądanie komiksu w pobliskim kiosku, potem kupno zeszytu i wstępne przeglądanie go po przyjściu do domu. Potem czytanie listów do redakcji (swoją drogą wysłałem takich do redakcji pewni około dwudziestu – dalej mam żal do szczecinianina Arka Wroblewskiego, który żadnego nie zamieścił na łamach któregoś z numerow) i wreszcie czytanie komiksowej historii. A potem kolejny raz. I kolejny.

Przez dobrych kilka lat uzbierałem pewnie około 300 komiksów. Od Kajko i Kokosza, Tytusa, po wspomnianego Batmana, Supermana, Spidermana i wielu innych.

Tych kilka akapitów wydało mi się niezbędnych żebyście mogli poznać moje odczucia, gdy dowiedziałem się, że w moje i Karoliny ręce trafią komiksy autorstwa Tomasza Samojlika opowiadające o przygodach pewnej niewielkiej ryjówki. Moja radość była tym większa, kiedy znalazłem w internecie informację o osobie autora, który jest biologiem i propagatorem przyrody, zawierającym w swoich historiach informacje na temat zwierzątek, którymi zawodowo się zajmuje. Pomysł świetny, prawda? A jak poszło z jego wykonaniem?

Karolina komiksami o ryjówce Dobrzyku jest zachwycona. Zeszyty czytamy zwykle wieczorem, tuż przed snem i mała potrafi tak się wkręcić w historię, że moment pójścia spać potrafi nam się przesunąć o dobrych kilkanaście minut. Początkowo ciężko było się jej przestawić na mnogość obrazków na jednej kartce, ale trwało to dosłownie kilka minut. Komiksowe rysunki są dość proste, ale jednocześnie świetnie sprawdzają się w przyjętej przez autora konwencji. Historie nie są specjalnie skomplikowane – w końcu są dla dzieci, ale podlane są przy tym sporą dawką humoru, która przypadnie do gustu i rodzicom.

Wielkim plusem komiksów o fajtłapowatym Dobrzyku są przekazywane niemal od niechcenia, ciekawe informacje o świecie zwierząt. Przykładowo, wiedzieliście, że ryjówkom na zimę kurczy się głowa? Albo, że niepozorne rzęsorki mają toksyczną ślinę, którą paraliżują swoje ofiary? No właśnie, czytając dzieciakom do snu i wy możecie nauczyć się czegoś nowego, czym błyśniecie na imprezie integracyjnej w pracy.Co warto podkreślić, komiksowa wiedza przekazywana jest bez naukowego zadęcia, a komiksy nie są przeładowane tekstem.

Komiksy są pięknie wydane na kredowym papierze i twardej oprawie. Dzięki temu świetnie nadają się na prezent. Jest ich w sumie 4 – najnowsza część pt. „Zguba zębiełków” wyszła całkiem niedawno, bo 17 maja i opowiada o przygotowaniach mieszkańców lasu do zimy. Teoretycznie można po nią sięgnąć bez zaglądania do wcześniejszych historii, jednak osobiście polecam Wam rozpoczęcie przygody z Dobrzykiem od części pierwszej.

Naszej czterolatce komiksy autorstwa Tomasza Samojlika bardzo się podobają, ale sądzę, że przypadną do gustu również nieco starszym dzieciakom, będąc przydatnymi w nauce czytania. Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję!

Polecane dla Ciebie