W PODRÓŻY

Podróż służbowa wcale nie musi być nudna

20 czerwca 2018

Możliwość wyjazdu do Włoch okazała się być dla mnie wielkim zaskoczeniem. Zwykle, każda podróż – czy to nasza wspólny, czy taka, w którą wybieram się sam, jest przeze mnie organizowana już na długo przed terminem. Kupno biletów, rezerwacja hotelu, układanie dokładnego planu zwiedzania – przeważnie trwa to u mnie kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Tym razem miałem ledwie kilka chwil na podjęcie decyzji o wylocie i niewiele więcej na przygotowanie się do podróży. Bilety lotnicze i spanie również miałem zapewnione – pozostało tylko się dobrze bawić. Z tym ostatnim zadaniem poradziłem sobie świetnie.

Trasę między Berlinem i Wenecją, samolot pokonuje w mniej więcej w półtorej godziny. Podróż trwa tak krótko, że nie ma czasu nawet na lepsze skupienie się na czytanej książce. Przy lądowaniu na lotnisku Marco Polo warto jest nawet odłożyć na chwilę lekturę, bo obiekt położony jest w niesamowicie malowniczym miejscu – tuż przy morzu. Patrząc przez okna w samolocie przez moment wydaje się nawet, że pilot pragnie na nas przećwiczyć lądowanie na wodzie.

Moje miejsce zakwaterowania znajdowało się nie w Wenecji, a w sąsiedniej Padwie. A właściwie to na jej przedmieściach – w gminie Ponte San Nicolo. Choć na początku miałem ku temu spore wątpliwości, miejsce to okazało się być doskonałym punktem wypadowym do kolejnych podróży.

Zaraz po przylocie, zakwaterowaniu i zjedzeniu przepysznego spaghetti po Bolońsku w miejscowej knajpce udało się wyrwać na pierwszą wyprawę – do Padwy, miasta w którym przed laty studiowali Mikołaj Kopernik i Jan Kochanowski. Miasto ma nieco ponad 200 tysięcy mieszkańców i poza słynnym uniwersytetem znane jest z ogromnej Bazyliki św. Antoniego. Ze względu na jej wielkość, a także mnogość zabytkowych przedmiotów i relikwii, które się w niej znajdują, na jej zwiedzanie warto poświęcić sporo czasu.

Miasto, a przynajmniej jego centralna część – choć mocno zaniedbana, jest bardzo ładna. Świetnie prezentuje się zwłaszcza ogromny, okrągły plac o nazwie Piazza Prato della Valle.
Będąc w Padwie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że coś mi w tym mieście nie pasuje. Był niemal środek sezonu letniego, piękna pogoda, wspaniałe zabytki, a po ulicach miasta spacerowały tylko niewielkie grupy turystów. Niewielu spotkaliśmy też rdzennych mieszkańców – w mieście było zwyczajnie pusto.

Kolejny cały dzień poświęciłem na zwiedzanie Wenecji, do której z Padwy dojechać można już w niecałe pół godziny – i zdecydowanie warto to zrobić. Wenecja jest przepiękna. Wiele słyszy się, że jest dość mocno zaniedbana, pełno w niej śmieci, a woda w kanałach śmierdzi. Otóż, sporo w niej zaniedbanych budynków, ale większość budowli jest świetnie odrestaurowana. Faktycznie, wala się tam sporo śmieci, ale po pierwsze: to Włochy, gdzie system oczyszczania miast nie jest doskonały, a po drugie każdego dnia przelewa się przez miasto olbrzymia fala turystów, produkujących tony odpadów. Co do zapachu, to ja go nie uświadczyłem, ale podejrzewam, że nawet w najgorsze dni zapach może być porównywalny z tym z polskich rzek. Słowem – nie jest źle, a nawet jeśli, to i tak warto to przeboleć, bo po Wenecji zwyczajnie świetnie się spaceruje.
Dworzec autobusowy znajduje się tuż przy Canale Grande, po którym każdego dnia pływają setki łódek, żaglówek i tramwajów wodnych. Wierzcie lub nie, ale widok po wyjściu z dworca naprawdę zapiera dech w piersiach.

Na łażenie po mieście należy poświęcić dobrych kilka godzin. Samo dojście wąskimi uliczkami przeplatanymi większymi i mniejszymi kanałami, z dworca do Placu Św. Marka zajmuje około 2-3 godzin. Do tego doliczyć należy sporo czasu, który poświęcimy na wizytę w gęsto rozsianych sklepikach.

Gdy już odechce nam się łażenia możemy też skorzystać z usług wspomnianego już tramwaju wodnego (ceny od 7,50 euro) lub przepłynąć się gondolą (tutaj ceny zaczynają się od 80 euro).

Jedna uwaga: Wenecja średnio nadaje się do zwiedzania z małymi dziećmi, które korzystają jeszcze z wózków. W mieście jest ogromna liczba mostków i wzniesień ze schodkami. Lepiej poczekać, aż dzieciaki trochę podrosną i oszczędzić sobie kontuzji kręgosłupa.

Włochy to nie tylko przepiękne zabytki, przemili ludzie (choć lwia ich część jest mocno na bakier z językami innymi niż ojczysty), ale także pyszne jedzenie. Będąc w Gminie Ponte San Nicolo załapałem się na doroczne Święto Sardynki, na którym serwowano te niewielkie rybki we wszystkich możliwych odmianach – smażonej, pieczonej, grillowanej, marynowanej i wciśniętej do spaghetti. W małych, miejscowych knajpkach miałem też możliwość skosztować pizzy, pieczonego kurczaka, dwóch rodzajów spaghetti oraz przepysznych ciast – wszystko to podlane przepysznym winem i litrami kawy.

Wyprawa do Wenecji i jej okolic jest świetnym pomysłem na kilkudniowe wakacje. Zwłaszcza, że w niewielkiej odległości znajdziemy też takie miasta, jak Vicenza, Werona i Treviso, na których zwiedzanie tym razem zwyczajnie zabrakło mi już czasu.

Polecane dla Ciebie