BLOGOSFERA

Wrażenia po Blog Conference Poznań 2018

23 kwietnia 2018

„Dlaczego kobiety się malują i perfumują? Bo są brzydkie i śmierdzą”. Taki dość mocny żarcik opowiedziany przez pierwszą prelegentkę na Blog Conference Poznań sprawił, że pomyślałem, że impreza może jednak nie będzie tak zła, jak się spodziewałem.

A spodziewałem się…hmm, w sumie to sam nie wiem, czego. Gdy Olga pierwszy raz wspomniała, że chciałaby pojechać do Poznania – nie do zoo, a na jakieś dziwne spotkanie blogerów, przez głowę przeszła mi myśl: „no to się Szymański władowałeś…” 

Już sama nazwa imprezy zadziałała na mnie odstraszająco. Konferencja? Ostatnio zaliczyłem takich sporo. Po prawdzie były to konferencje naukowe, ale i tak przed oczami stanęli mi nudziarze w sztruksowych marynarkach referujący na temat przeprowadzonych przez siebie badań. Zresztą, sam mam taką marynarkę (z pięknymi łatami na łokciach jak Ross Geller) i pewnie jestem z tych najnudniejszych z najbardziej dennymi slajdami.

W dodatku ci blogerzy… Co tam może być ciekawego? Pokażą, jak zrobić udane zdjęcie jedzenia? No ok, to akurat byłoby całkiem spoko. Sam wielokrotnie próbowałem cyknąć fotaśkę mojego śniadania, ale za każdym razem, zdjęcie identycznej co dzień kanapki z szynką i pomidorem wychodzi kiepsko i nie nadaje się na wrzucenie na Instagrama. Może to rzeczywiście wina światła, albo źle dobranego filtra?

Szykowała się więc „wspaniała” impreza, na którą jednak małżonka baaardzo mocno się napaliła – czyli nie było szans żeby się jakoś z niej wykpić. Plan był taki, że do Poznania bierzemy Miśka (Karolina zostaje u dziadków), a już na miejscu kto chce idzie na konferencję, a reszta zabiera wózek i śmiga do pobliskiego zoo. Będzie i wilk syty i owca cała (bo przecież wilków w zoo nie karmią małymi owieczkami, prawda?)

Po przyjeździe, jako że było jeszcze dość wcześnie, dałem się namówić na pierwszą prezentację – ot tak, żeby sprawdzić, czy ta konferencja różni się od moich. Z kilku możliwych sal wybrałem tę, w której o swoich podróżach i prowadzeniu vloga na Youtube opowiadała Kaja Kraska twórczyni Globstory – żarcik ze wstępu był właśnie jej autorstwa. I wiecie co? To było naprawdę ciekawe. Zamiast wyprawy do zwierzaków, obskoczyliśmy więc z Miśkiem kilka innych spotkań i warsztatów. Nie tylko żyjemy, ale o dziwo bardzo nam się podobało – Misiek nawet czasem krzyczał i klaskał. Niekonieczne wtedy, gdy było to wskazane, ale to była nasza pierwsza taka konferencja i obaj nie czuliśmy się tam jeszcze jak u siebie.

Organizacja imprezy stała na naprawdę wysokim poziomie. Wszystko w miarę na czas, stoiska z darmowym jedzeniem (hamburgery sponsorowane przez Lidla – palce lizać), kawą i owocami, a do tego miejsca, gdzie można było spokojnie usiąść i odsapnąć oraz takie z gadżetami i nagrodami. Czego chcieć więcej? No właśnie, ciężko wymagać czegoś ponad to, co zostało przygotowane przez organizatorów.

Pierwsza impreza dla blogerów (choć ja do takowych raczej się nie zaliczam) za mną. Jako świeżak możliwe, że przeoczyłem jakieś niedociągnięcia, ale przyznaję, że mi się podobało. Tym bardziej, że na miejscu spotkaliśmy daaawno niewidzianą koleżankę (cześć, Asia – powodzenia z Twoim nowym dziełem 🙂 ), która dotrzymała naszej trójce towarzystwa.

Polecane dla Ciebie