DOM I WNĘTRZA

Czwarte piętro? Dziękuję, postoję!

9 kwietnia 2018

Kilka dni temu mnięło 6 lat od kiedy wprowadziliśmy się do naszego mieszkania. Jego właścicielami jesteśmy od połowy marca 2012, a wprowadziliśmy się pierwszego kwietnia. Zleciały nam te lata w ekspresowym tempie, szczególnie, że w tym okresie w naszym życiu wydarzyło się naprawdę sporo.

Cztery ciąże, dwa porody, zwolnienie z pracy, proces sądowy, kilka fantastycznych wyjazdów wakacyjnych, dwukrotny zakup “nowego” samochodu, nowa praca, studia doktoranckie, występ w Jeden z dziesięciu i masa emocji. Wszystko przeżywaliśmy w naszych czterech ścianach. Wprawdzie nie do końca naszych, bo przed nami jeszcze 24 lata spłacania kredytu hipotecznego, ale ważne, że płacimy na tzw. swoje.  I chociaż przeżyliśmy w tym mieszkaniu naprawdę dużo to niestety, musimy przyznać, że trochę z nim wtopiliśmy, dlatego coraz częściej myślimy o jego zmianie.

Nie zrozum mnie źle. Mieszka nam się w nim naprawdę dobrze. Mogłoby być trochę większe, bo ma zaledwie 53 metry, ale są rodziny mieszkające na mniejszym metrażu. Mamy 3 pokoje, osobną kuchnię, łazienkę i toaletę oddzielnie i nieduży przedpokój. Karolina ma swój pokój, który niedługo będzie dzieliła z Michałem, my mamy sypialnię, a niewielki pokój dzienny stanowi serce naszego mieszkania. Naprawdę nie jest źle. Czemu więc myślimy o przeprowadzce?

Bo mieszkamy na czwartym, ostatnim piętrze, w bloku bez windy i zaczyna nas to powoli wykańczać. Gdybyśmy mogli cofnąć się w czasie to z pewnością nie zdecydowalibyśmy się na jego zakup. Mimo, że położone jest w naprawdę fantastycznym miejscu. Prawie na obrzeżach Szczecina, niedaleko parku i jeziora. Mamy na osiedlu wszystkie potrzebne sklepy, jest dużo zieleni, mamy gdzie spacerować. Są place zabaw, przedszkola, apteki, przychodnia. Do centrum miasta jeździmy naprawdę od święta. 

Blok wprawdzie jest z wielkiej płyty, ale to nam jakoś szczególnie nie przeszkadza. Tak się budowało w latach 80-tych. Ściany są krzywe jak cholera, żeby powiesić obraz musisz mieć wypasioną młotowiertarkę,  ale to jest nic w porównaniu z tym czwartym piętrem. Gdybyś zapytał/a mnie kilka lat temu czy mi ono nie przeszkasza, to pewnie odpowiedziałabym Ci, że nie, bo przecież ruch to zdrowie. Chodząc po schodach dbam o swoje mięśnie nóg i o pośladki. Ale teraz, kiedy mam za sobą dwie ciąże, dwoje dzieci dźwigałam na górę w gondolach, plus zakupy, to moje zdanie uległo całkowitej zmianie. Nic dziwnego, że chusta i nosidło są moim wybawieniem. Naprawdę nie wyobrażam sobie ich nie mieć.

Czwarte piętro nie oznacza tylko dźwigania, chociaż to największy problem. Póki jesteśmy młodzi to dajemy radę, ale na stare lata nie wyobrażam sobie mieszkania tutaj. Czwarte, a właściwie każde ostatnie piętro, to równiez straty w ogrzewaniu. Mieszkania środkowe są zdecydowanie cieplejsze. Tutaj sporo ciepła ucieka przez dach. Poza tym nawiewniki w oknach (bez nich nie da się funkcjonować) powodują jego jeszcze większą stratę. Opłaty za ogrzewanie wychodzą naprawdę spore. Za sezon grzewczy 2016/2017 zapłaciliśmy prawie 2200 zł (!) a nie grzaliśmy jakoś dużo. Zimą nie mamy w mieszkaniu tropikalnych temperatur. Za to latem już tak – i to jest kolejny minus tego mieszkania. Latem jest tutaj masakrycznie gorąco i duszno. Strach okna otworzyć, bo wtedy jest jeszcze gorzej. Zwykle mamy je pozamykane, z zasłoniętymi roletami, żeby się tu po prostu nie ugotować. Oczywiście mówię tutaj o takich naprawdę upalnych dniach. Na szczęście w Szczecinie nie ma ich aż tak dużo. Bez względu na temperaturę ruch powietrza jest znikomy, stąd właśnie nawiewniki w oknach, które sprawiają, że wentylacja grawitacyjna jakoś funkcjonuje. Latem wspomagamy się wentylatorem. 

W sumie jakby się przyjrzeć bliżej to znajdą się też plusy takiego mieszkania, bo wspomniana wcześniej kondycja robi się sama, jest mniejszy ruch na klatce i aż tak się u nas nie brudzi, jest ciszej i występuje mniejsze prawdopodobieństwo zalania przez nieogarniętą sąsiadkę. Naszych sąsiadów z pierwszego piętra babka piętro wyżej w zeszłym roku zalała aż trzy razy! Nas co prawda może zalać desz poprzez nieszczelny dach, ale do tej pory się to nie zdarzyło. Poza tym nikt nad nami nie mieszka, więc na naszym balkonie możemy swobodnie korzystać z grilla elektrycznego. Inaugurację tego sezonu mamy już za sobą. Poza tym, żedna starsza Pani nie trzepie chodników nad naszymi oknami (co często obseruję w blokach na przeciwko), nie dokarmia ptaków i nie zagląda do okien bo jesteśmy za wysoko. Także plusy też są.

Nie wiem jakby się mieszkało na niższych piętrach i czy rzeczywiście to czwarte jest takie straszne, ale nasza decyzja o zakupie tego mieszkania nie była do końca przemyślana. Trafiło nam się ono w dość przyzwoitej cenie, jak na ówczesne warunki i chyba głównie tym się kierowaliśmy przy jego zakupie. Owszem, argument czwartego piętra, posłużył nam do zbijania ceny, ale wtedy jakoś szczególnie nie zastanawialiśmy się nad tym ile wiąże się z tym niedogodności. Teraz zdecydowanie wybralibyśmy mieszkanie na pierwszym piętrze, bądź na parterze, mimo istnienia dość pokaźnej ilości plusów. Najbardziej jednak marzy nam się własny dom. 

A Ty? Mieszkasz w domku, w bloku? Na którym piętrze?

Zdjęcie główne: profil Osiedla Zawadzkiego – Klonowica

Polecane dla Ciebie