RECENZJE

Płyta „Tato Hemingway” – muzyczna kwintesencja rodzicielstwa

6 marca 2018

Zaczęło się niewinnie – od posta zamieszczonego na Twitterze przez Tomasza Smokowskiego, który bardzo pochlebnie wypowiedział się na temat hiphopowej płyty niejakiego Kamila Pivota. Jako, że pracującego do niedawna w C+ redaktora, zdążyłem już poznać, jako fana zupełnie innej muzyki, postanowiłem sprawdzić co też takiego fajnego jest w tym całym Pivocie. Po kilkunastu minutach wiedziałem już, że oto udało mi się trafić na płytę roku.

Masz czasem wrażenie – czytając książkę, słuchając muzyki lub podziwiając dzieło sztuki, że artysta tworząc to, co masz przed oczami, jakby siedział w Twojej głowie? Dokładnie takie miałem odczucia, po raz pierwszy słuchając płyty pod tytułem „Tato Hemingway” (i nie, nie ma mowy tutaj o literówce). Jakkolwiek by to nie brzmiało, Kamil Pivot w każdym z utworów na swojej debiutanckiej płycie zawarł kawałek mojej osoby. W dużym stopniu identyfikować mogę się z każdą stworzoną przez niego piosenką.

Na krążku nie znajdzisz tego, z czym kojarzy się hip hop. Nie ma tam nic o trudnym dzieciństwie na blokowisku, zatargach z policją, imprezach i dziewczynach zmienianych jak rękawiczki. Tak wiem, mocno generalizuję, ale wystarczy spojrzeć na listy przebojów, aby dowiedzieć się, że w dużej mierze, to właśnie kawałki o takiej tematyce najlepiej się sprzedają – oczywiście poza chlubnymi wyjątkami. Kamil Pivot w swoich tekstach postawił na czystą prozę życia i przyznam, że dawno nie słuchałem czegoś tak niesamowitego.

Autor „Tato Hemingway” jest mniej więcej w moim wieku i podobnie jak ja, swoją żonę poznał jakieś sto lat temu. Na co dzień nie w głowie mu imprezy (w utworze „Niezgon” zwierza się, że „ostatniego kaca miał chyba w jedenastym”), a praca i zajmowanie się trojgiem małych dzieci. Stąd pewnie nawiązanie w tytule płyty do Taco Hemingwaya – warszawskiego rapera, który zdaje się być zupełnym przeciwieństwem Kamila.

Na płycie znajdziemy osiem spokojnych i zarazem zabawnych utworów. Zaczyna się od chyba najbardziej przebojowych „Mandarynek”, a więc historii, dzięki której dowiadujemy się, w jaki sposób Pivot poznał swoją żonę.

Zagadałem, ona mówi że jest Olga
„Siema Olga, fotkę to byś wysłać mogła?”
Yyy, no tak, no bo taki byłem chojrak
Że większość tych podrywów to uskuteczniałem online
Koszmar, jakie to było zło
Ale ważne że wysłała i że zdjęcie było spoks

Dobra, przyznać się, kto z nas – pokolenia lat 80-tych, na przełomie wieków nie korzystał z IRC-a  🙂 

Chwilę potem przechodzimy do clou całej płyty, a więc do opowieści o rodzinie Pivotów. W piosence „Siódmy sezon” autor opowieść tę przyrównuje do seriali:

Czasu na seriale szukamy ze świecą
Więc kręcimy sami „Pivotowie” siódmy sezon

W utworze, o ile dobrze naliczyłem, znaleźć można nawiązania aż do 19 seriali i jednego teleturnieju. Naprawdę fajnie wyszukuje się takie smaczki.
Kolejna z piosenek opowiada o gadulstwie Tadzia – jedynego synka państwa Pivotów:

Imię synka siadło w punkt
Bo go wołam Tadzio Sznuk

Sytuacje podobne do opisanych w „Mapie Chile” my też przechodzimy każdego dnia. Podejrzewam, że i u Ciebie jest podobnie.

„Tylko po chleb” to już kwintesencja rodzicielstwa. Ty też zastanawiasz się, gdzie znikają Twoje pieniądze?

Wychodzę po chleb
A po drodze jeszcze tylko jeden sklep
Biorę dwa mleka, dla dzieciaków jakiś bzdet
48 zeta, tylko wyszedłem po chleb

Wystarczy sprawdzić profil Kamila na Twitterze, żeby dowiedzieć się, że jest on wielkim miłośnikiem piłki nożnej. W tym utworze udowadnia to w bardzo zabawny sposób:

„Kiedy kolejne?” Pytają nas żartem
My wtedy idziemy w zaparte
Ale Olu, czegoś nie wiesz skarbie
Jestem za Arsenalem, więc pewnie będzie czwarte

Kawałka „Sny o Intertoto” po raz pierwszy słuchałem czekając w olbrzymiej kolejce na poczcie, praktycznie co chwilę się chichrając. Utwór z pewnością zrozumieją prawdziwi fani futbolu, co roku śledzący przygody polskich drużyn w rundach eliminacyjnych europejskich pucharów. To chyba moja ulubiona piosenka na całej płycie.

Śnią mi się Wyspy Owcze
Jestem w snach tam solidnym ligowcem
Śni mi się Walia, śni mi się Malta
Technika żadna, typowy walczak
Śni mi się San Marino
Kibiców idol – Il Fenomeno Pivot
A jak zima mocno przyprze
To śni mi się druga liga gdzieś na Cyprze

Obiema rękoma podpisuję się też pod przesłaniem utworu „Pogoda na bluzę”. Tak samo jak autor nienawidzimy zimy, która sprawia, że przygotowanie się do wyjścia gdzieś poza mieszkanie zajmuje nam zwykle około godziny.

Dzieci krem na skórę
Spodnie, rajstopy, bluza z kapturem
Pod nią bluzka i podkoszulek
Bo to polskie dzieci, ubrane na cebulę
I zawsze trochę krzyku”
“Chyba się uduszę w tym szaliku!”
“A ja nie chcę tych bucików!”
“Dzieciaki, idziemy!” “Tato, siku!”

Na koniec „Który rocznik”, a więc piosenka o starzeniu się i o uciekających przez palce marzeniach. Wszystko to podlane futbolowym sosem.

Pełne Torwary i Wembleye
Złote puchary i longpleje?
To się już raczej nie zadzieje
Ta płyta to mecz na orliku w niedzielę

Jeśli choć trochę zaciekawiłem Cię płytą Kamila Pivota, koniecznie wejdźcie na stronę www.kamilpivot.com. Tam za darmo będziesz mógł/mogła przesłuchać całą płytę, a także kupić cd, do którego okładkę stworzyły… dzieci Kamila. Na Youtube dostępny jest też teledysk stworzony na potrzeby całej płyty. Jak wygląda? Nie powiem Ci, ale myślę, że spodoba się on każdemu rodzicowi, któremu nieobce jest pranie dziecięcych ubranek.

I nie, cały tekst nie był w żaden sposób sponsorowany przez Kamila. Naprawdę polecam jego płytę!

Autor zdjęcia: ŁUKASZ BAX PORĘBSKI, http://warszawa.wyborcza.pl

Polecane dla Ciebie