MACIERZYŃSTWO

O tym jak znajomi pokazali mi środkowy palec

21 lutego 2018

Przemek, Karolina, Michał, Beza i Kręciołek – to skład Rodziny ze Szczecina, który towarzyszy mi na co dzień. Jest nas łącznie szóstka, tworzymy klasyczny model rodziny 2+2+2. Ta cała ferajna sprawia, że w naszym domu ciągle coś się dzieje, nie ma czasu na nudę, nie ma czasu na samotność. A jednak czuję niedosyt, czegoś mi brakuje…

Każdy kto mnie zna to doskonale wie, że jestem duszą towarzystwa. Wiecznie uśmiechniętą, zadowoloną z życia, rozgadaną i pozytywną osobą. Nawet jeśli narzekam, a od kiedy mam dzieci zdarza mi się to robić coraz częściej (przypadek?), staram się odnaleźć w sobie chociaż trochę optymizmu. Zwykle się udaje. Dzisiaj jednak nie będzie słodko pierdząco, bo postanowiłam napisać o czymś, co mnie wkurza już od dłużego czasu. A z tego co się zdążyłam zorientować Znie tylko ja tak mam. Spotyka to wielu rodziców, a zanim urodzi się dziecko nikt nam o tym nie mówi. 

Chcesz wiedzieć o czym? 

ZNAJOMI O NAS ZAPOMNĄ  

Wiem co mówię, sama przez to przeszłam. Na samym początku, tuż po narodzinach maleństwa, wszyscy bardzo chętnie by Cię odwiedzali. Chcesz wiedzieć czemu? Bo zżera ich ciekawość! Jak wygląda dziecko, czy się pozbierałaś po porodzie, czy zostały Ci dodatkowe kilogramy i jak sobie radzisz z dziekiem. Jasne, część z nich odwiedzi Cię z zupełnie innych pobudek – zrobi to z czystej sympatii do Ciebie oraz chęci niesienia Ci pomocy w tej zupełnie nowej dla Ciebie sytuacji. Prawda jest jednak okrutna, bo po kilku miesiącach z tej grupy przyjaciół nie zostanie nikt lub jednostki, które same spodziewają się dziecka. 

Po narodzinach Karoliny dla dużej grupy moich znajomych przestałam istnieć. Na początku było mi z tego powodu bardzo przykro. Ludzie przestali dzwonić, umawiać się na kawę czy na wspólne zakupy. Ja sama wyciągałam do nich rękę kilkukrotnie. Za każdym razem bezskutecznie… Wyglądało to tak jakbym z dnia na dzień stała im się obca. A ja tylko zostałam mamą! Wtedy jeszcze większość moich znajomych była bezdzietna, więc kiedy w ich otoczeniu pojawiła się osoba z dzieckiem, to od razu została przez nich skreślona. No bo o czym z taką gadać? O pieluchach, kupkach, zupkach, zębach i innych niemowlęcych sprawach kiedy samemu nie ma się dzieci? Otóż nie! Wszystkim się wydaje, że z taką świeżo upieczoną matką można tylko o tym. Prawda jest taka, że my tych okołodziecięcych tematów mamy dość! Możemy sobie pogadać o tym z mamą, ojcem dziecka, czasem z przyjaciółką jeśli sama o to zapyta, ale naprawdę my nie mamy ochoty non stop nawijać o dzieciakach. Też potrzebujemy od nich odpoczynku. To nie jest tak, że z chwilą narodzin dziecka w naszym mózgu na cztery spusty zamyka się szufladka “świat” a otwiera “dziecko”. Owszem, nasze życie kręci się teraz wokół maluszka, ale my nadal podostajemy sobą.  Tylko przychodzi taki moment, że nie mamy do kogo się odezwać, oprócz męża i tej kruszynki radośnie uśmiechającej się do nas z łóżeczka… 

Jak założyłam bloga zdarzyło mi się nawet usłyszeć od kilku osób, że nie dzwonią do mnie, bo przecież i tak o tym co się u mnie dzieje, mogą przeczytać na blogu czy na moim fanpage. Serio? A gdzie kontakt osobisty? Przebywanie ze sobą? Czy osoba, którą uważałam za przyjaciółkę, jest zwolniona ze spotkań ze mną, bo wszystkiego i tak dowie się z bloga? Tylko czy nie przyszło jej do głowy, że to co pokazuję tutaj to jest tylko skrawek mojego życia, wycinek dotyczący dzieci, męża i mojej rodziny? Denerwuje mnie to, bo przecież tutaj dzielę się z Tobą tym, czym chcę się podzielić. Nie opowiadam Ci o sprawach, które chcę zachować dla siebie i dla bliskiego mi grona. Nie zrozum mnie źle, bo każdy czytelnik mojego bloga jest dla mnie ważny, Ty również, aczkolwiek nie musisz wiedzieć o wszystkim co się w moim życiu dzieje, prawda? Od tego jest przyjaciółka. Ta sama, która stwierdziła, że wszystkiego dowie się z bloga. 

Powrót do pracy, po 1,5 roku przebywania w domu, pomógł mi na nowo otworzyć się na ludzi i obdarzyć ich zaufaniem. Zyskałam kilkoro wartościowych przyjaciół, którzy pomimo tego, że bloga czytają potrafią zadzwonić z prostym pytaniem “Co tam? Żyjesz?” To miłe! I wiesz co? Część z nich nawet nie ma dzieci! Nie musi tu zaglądać, a jednak to robi. Owszem, teraz przy dwójce dzieci, czas na kontakty towarzyskie mam mocno ograniczony, ale są telefony. Kawa i ciacho od czasu do czasu to nie jest wyczyn. Faceci, mimo narodzin dzieci, potrafią skrzyknąć się na piwko, pójść razem na mecz,  a nam babkom jakoś przychodzi to trudniej. Ale trudniej nie musi oznaczać, że wcale. 

Na koniec mam do Ciebie prośbę. Masz koleżankę, która niedawno została mamą? Zadzwoń do niej. Zapytaj co u niej. Spróbuj wyciągnąć ją na spacer lub na kawę, nawet niech weźmie dziecko, ale niech nie siedzi z nim sama w domu. Ona naprawdę potrzebuje kontaktu twarzą w twarz. Moi znajomi nie byli nic warci, czy Ty też chcesz się stać kimś takim?

Zdjęcie główne: Flickr.com – Will Powell

Polecane dla Ciebie