DZIECKO

Biwak z dwulatką

Czy jak byliście mali to jeździliście ze swoimi rodzicami pod namiot? Ja do dzisiaj pamiętam te cudowne chwile na półwyspie w Strącznie, gdzie zbierała się cała nasza rodzina i biwakowaliśmy. Były grille, ogniska, gitara, akordeon i dobra zabawa. Zabieraliśmy ze sobą pół domu i mieszkaliśmy w namiocie nad jeziorem. Jest co wspominać!

Teraz rzadko kto jeździ pod namiot – bo zimno, bo deszcz może padać, bo robale, bo warunki ekstremalne. Tak się przyzwyczailiśmy do spania w łóżeczkach, że jak urlop to koniecznie w hotelu, najlepiej pięciogwiazdkowym. Jedzenie podstawione pod nos, drinki z palemką i leżenie plackiem na plaży. Nie neguję takiego sposobu wypoczywania, chociaż sama wolę spędzać czas aktywnie.

Kiedy w tym roku wpadliśmy na pomysł spędzenia kilku dni urlopu na działce ROD niedaleko morza, nie zastanawiałam się ani minuty. Była to szansa na spędzenie wolnego czasu blisko natury i to całkowicie za darmo. Dobrze jest mieć teściów z taką miejscówką. Wiedziałam co robię wychodząc za Przemka. 😉

Przygotowania do wyjazdu rozpoczęliśmy miesiąc wcześniej. Musieliśmy kupić cały potrzebny sprzęt – namiot, materac, śpiwory, latarkę, matę na plażę i parawan. Wybierając te sprzęty kierowaliśmy się przede wszystkim dobrem Karoliny i to właśnie ona była najlepiej wyposażona z nas wszystkich.

Co trzeba zabrać na biwak z dzieckiem?

NAMIOT

Musi być przestronny, wodoodporny i najlepiej z przedsionkiem wyposażonym w podłogę. My popełniliśmy ten błąd, że kupiliśmy namiot 3-osobowy. Niestety był trochę za mały.  Teraz wiem, że kupiłabym inny model, ale jak to mówią człowiek uczy się na własnych błędach.

20160717_125900

ŚPIWORY, MATERACE

Przy wyborze śpiworów warto zwrócić uwagę na ich właściwości termiczne. Jaka jest dla ich użytkowników temperatura optymalna. W związku z tym, że my byliśmy w lipcu,  to nocne 11-12 stopni nie było nam straszne. Śpiwory no name w naszym przypadku sprawdziły się znakomicie. Karolinię wyposażyliśmy w śpiwór Spokey kids. Sprawdził się bardzo dobrze. Materac tylko i wyłącznie pompowany, karimaty są kiepskim pomysłem, szczególnie z dzieckiem.

APTECZKA I KOSMETYKI

Podstawą są środki przeciw owadom i filtry przeciwsłoneczne. Tak jak te pierwsze nie przydały się nam wcale, tak drugimi smarowaliśmy się co chwilę. W tym roku stosujemy Bioderma Photoderm Kids Spray i bardzo go sobie chwalimy. Co do apteczki to obowiązkowo plastry, fenistil, octenisept i paracetamol w syropie. Nigdy nie wiadomo co może się nam przytrafić.

NOCNIK

Podstawa! Bez niego ani rusz. Jak dla mnie hitem całego wypadu nad morze była nakładka/nocnik turystyczny, którą kupilśmy jakiś czas temu w Toys’R’Us. Mała, nie zajmuje dużo miejsca, można schować ją do torebki. Doskonale sprawdzała się na plaży czy w mieście, gdy do toalety daleko. Cwana ja zamiast kupować drogie wkłady do nocnika posłużyłam się patentem. Wykorzystałam zalegające w szafce wkładki laktacyjne i reklamówki eko. Chłonęły wszystko! Jak dla mnie genialny wynalazek – idealny na wyprawy na rower czy wyjścia do centum handlowego.

nocnik turystyczny

MATA PLAŻOWA/KOC PIKNIKOWY

Przemek trochę narzekał, że ją kupiłam, ale jak przyszło co do czego był z tego faktu zadowolony. Kupiliśmy dużą (2x2m), grubą i składającą się z trzech warstw: polaru, 2mm pianki PVC oraz wzmocnionej folii aluminiowej. Do wypoczywania na trawie czy na plaży idealna. Bez problemu pomieściła całą naszą rodzinę i jeszcze na pewno ktoś by się na niej zmieścił. W przypadku posiadania maty można całkowice zrezygnować z zabierania mebli.

mata plażowa

KUCHENKA TURYSTYCZNA/GRILL

Dobrze jest zaopatrzyć się w jedno albo drugie. My preferowaliśmy grilla z racji tego, że cała nasza trójka lubi grillowane mięso.  Poza tym warto też skorzystać z oferty lokalnych restauracji.

PODGRZEWACZ

W związku z tym, że Karolina nadal pija mleko modyfikowane, nasz podgrzewacz Lovi jeździ z nami wszędzie. O wiele łatwiej jest wstawić przegotowaną wcześniej wodę niż gotować wrzątek i czekać aż przestygnie. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

LODÓWKA

Jak najbardziej jest potrzebna, chociaż bez niej też da się żyć. Tylko wtedy trzeba wszystko kupować na bieżąco. My korzystaliśmy z lodówki w przyczepie kempingowej, ale spokojnie można kupić takie przenośne. Czy to do samochodu czy zasilane na 230V.

LATARKA

Bez niej na biwaku ani rusz. Najlepiej żeby była z możliwością powieszenia w namiocie. W internecie do wyboru jest mnóstwo małych kempingowych latarenek. My jednak postawiliśmy na latarkę LED z Castoramy, którą można powiesić na specjalnym haczyku. Do namiotu idealana.

ZABAWKI

Bez ulubionych zabawek dziecka nie ma imprezy. Pomimo tego, że Karolina obcowała na działce z naturą, bawiła się w swoim zamku (przyczepa), przelewała wodę z wiadra do wiadra, to jak przychodził wieczór Mickey i Minnie musieli być. Poza tym, zabraliśmy ze sobą karty, puzzle, całą masę książek oraz naklejek. Kiedy padało cieszyliśmy się, że to wszystko mamy.

Trzeba jeszcze zabać wiele drobnych rzeczy (talerze, sztućce, papier toaletowy, płyn do naczyń, ściereczki), ale jak się ich zapomni to nie będzie tragedii, zawsze można dokupić.

A teraz o samym pobycie pod namiotem.

Pierwszego wieczoru padało, więc dość szybko musięliśmy się schować. Na szczęście do naszej dyspozycji był nie tylko namiot, ale też przyczepa kempingowa i mały budynek gospodarczy. Nie musieliśmy siedzieć tylko pod namiotem.

O dziwo Karolina nas bardzo zaskoczyła. Już kilka dni przed wyjazdem była bardzo podekscytowana i mówiła o tym, że będzie spała w namiocie. Zupełnie niepotrzebnie obawiałam się tego, że nie będzie chciała z nami spać, bo w domu nigdy tego nie robi. Na szczęście problemu z zasypianiem nie miała, bo każdy dzień przynosił tyle atrakcji, że po prostu padała ze zmęczenia. Z resztą spać chodziła później niż zwykle. W końcu była na wakacjach.

Noce przesypiała bez problemu. Nie obudził jej ani deszcz, ani wiatr, ani ptaki czy świerszcze. Nie udało się to nawet warczącej i szczekającej Bezie. Dzięki Bogu obyło się także bez budzenia na siku, bo pewnie byłoby to dość kłopotliwe, szczególnie, że musiałybyśmy wygramolić się do przedsionka.

Karolina była zachwycona całym pobytem. Miała okazję spotkać się ze swoją kuzynką, zobaczyć zachód słońca na plaży, obskoczyła chyba wszystkie bujaki zarobkowe przez co tylko ubywało nam dwójek z portfela, a co najważniejsze spędziła kilka cudownych dni z rodzicami. Poranki spędzaliśmy u babci i dziadka, gdzie każdy z nas przy okazji zahaczył o prysznic, a od południa zaczynaliśmy szaleństwa nad morzem i na działce.

Jak widzicie nie do końca był to biwak w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale i tak uważam, że było to dla nas ciekawe doświadczenie. Myślę, że nie raz jeszcze tam wrócimy. Robaki nam niestraszne 🙂  Żal byłoby nie korzystać z takiej miejscówki.

Przeczytaj jeszcze