STREFA TATY

Jak Rodzina ze Szczecina auto kupowała

20 marca 2018

Znajomy jakiś czas temu kupił nowe auto. Fajne, nowoczesne, terenowe – w sam raz dla bezdzietnego singla. Jakie było jego zdziwienie, gdy pokazując mi samochód po raz pierwszy usłyszał padające z moich ust pytanie – nie o cenę, wyposażenie, wielkość silnika, przyśpieszenie i spalanie, a o… bagażnik. Oczywiście nie wiedział, ile pomieści litrów, a to dla ojców szukających nowych czterech kółek, jeden z ważniejszych (o ile nie najważniejszy) parametr każdego samochodu.

Nie jesteśmy z tych rodzin, które każdy weekend starają się spędzać w innym miejscu. Samochody zwykle służą nam do podjechania do pracy i na zakupy. Co jakiś czas staramy się też odwiedzać rodziców – i wtedy, nie mówiąc już o dłuższych wypadach, na które śmigamy 2-3 razy do roku, przydaje się nieco większa przestrzeń bagażowa w pojeździe, który ma nas tam zawieźć. Bagaże, wózek, wiadro do kąpieli, słoiczki, torby na laptopy, jedzenie, zabawki, lustrzanka, chomik, oraz pies i jego żarcie – to wszystko jest podczas naszych wypraw niezbędne.

Od kilku lat w podróże zabierał nas mocno już zmęczony życiem, od tego roku pełnoletni Ford, który być może nie grzeszył urodą – szczególnie kiepsko prezentowały się na nim rude wstawki, których przybywało z każdym rokiem, ale za to świetnie sprawdzał się w roli solidnego konia pociągowego. Od dłuższego czasu rozglądaliśmy się jednak za czymś nieco nowszym, ładniejszym i (o ile to możliwe) porównywalnie solidnym. Najważniejszym jednak kryterium, jakie sobie postawiliśmy, była wspomniana powyżej wielkość bagażnika.

Z tego względu odrzuciliśmy wiele świetnie wyglądających i pewnie jeszcze lepiej jeżdżących aut (sorry Hondo Civic). Zamiast sercem, zaczęliśmy kierować się rozumem dzięki czemu, po wielu miesiącach poszukiwań w końcu trafiliśmy na samochód, który wygląda średnio, ma średniej mocy silnik i średniej wartości wszystkie parametry – ale ma przy tym naprawdę pojemny bagażnik, który pomieścić powinien wszystko, co małe rączki spakują na wyjazd i wrzucą do bagaży. Ma też sporo schowków i fotele, na których bez przeszkód można zainstalować dziecięce foteliki.

I wiecie co? Choć nie jest to SUV, o jakim marzyłem i nie wygram nim pewnie żadnego wyścigu spod świateł, to naprawdę jestem szczęśliwy. Witaj na pokładzie, 308 SW!

Polecane dla Ciebie