RECENZJE

Enklawa – świetna historia z Wysp Owczych

16 marca 2018

O Ove Løgmansbø kilka miesięcy temu napisano już wszystko. Mający pochodzić z Wysp Owczych początkujący autor kryminałów okazał się być w rzeczywistości najbardziej w ostatnim czasie płodnym z polskich pisarzy, Remigiuszem Mrozem. Przyznam, że bardzo żałuję tego, że zagadka autorstwa trzech powieści Enklawa, Połów i Prom wyjaśniła się tak szybko – ciekawi mnie bowiem, czy czytając powieść jeszcze wtedy farerskiego pisarza, połączyłbym go z polskim autorem?

Pomimo tego, że oparty na ciekawych dialogach styl pisania Remigiusza Mroza jest dość charakterystyczny, z pewnością dojście do prawdy stanowiłoby dla mnie spory problem. A to dlatego, że sytuacje z jakimi w Vestmannie zmagają się bohaterowie trzech powieści są żywcem wyjęte ze skandynawskich kryminałów. W dodatku pochodzący z Opola, Mróz opisał je świetnie oddając skandynawski mroźny klimat – tak, jakby co najmniej pół życia spędził na Wyspach Owczych.

Podkreślić też należy, że Mróz świetnie przygotował się do napisania serii. Nigdy nie byłem na Wyspach Owczych, ale przywoływane przez autora dokładne opisy lokacji, historii archipelagu, zatargów między farerami i Duńczykami, czy choćby nazwiska bohaterów, były tak sugestywne, że ciężko byłoby mi sobie wyobrazić, że napisała je osoba mieszkająca kilka tysięcy kilometrów od Wysp Owczych. Za to należą się autorowi wielkie brawa.

Co do samej fabuły, to znaleźć w niej możemy widoczne już na pierwszy rzut oka nawiązania do książek takich autorów jak Camilla Läckberg czy Stieg Larson. Nade wszystko jednak, akcja Enklawy przywodzi mi na myśl dwa świetne seriale: Dochodzenie (w tym książki Davida Hensona na podstawie serialu) oraz Broadchurch.

Czy w tym inspirowaniu się innymi autorami jest coś złego? Zupełnie nie! Remigiusz Mróz nie raz udowodnił już, że świetnie potrafi sięgać po sprawdzone już wzorce i bardzo sprawnie wykorzystywać je w swoich książkach. Fabuła Enklawy wciąga od samego początku, bohaterowie są bardzo dobrze rozpisani (no, może za wyjątkiem głównej bohaterki, o której życiu przed przyjazdem na Wyspy Owcze nie wiemy praktycznie nic), a dialogi nie są wymuszone i skutecznie prowadzą akcję do przodu.

Jasne, Ove Løgmansbø/Remigiusz Mróz raczej nigdy nie zostanie nowym Larsonem, Mankellem czy Läckberg – jego książki umieścić należy o co najmniej jedną półkę niżej od wymienionych. Pytanie tylko, czy mu na tym zależy? Sądzę, że historię z Vestmanny, Mróz potraktował, jako próbę sprawdzenia się w nieco innej konwencji. Konwencji, w której w stosunku do najlepszych, choćby ze względu na miejsce pochodzenia i zamieszkania, z góry stać musi na straconej pozycji.

Eksperyment wyszedł jednak bardzo dobrze. Czytając historię z Wysp Owczych bawiłem się świetnie. Co najważniejsze, po raz kolejny dałem się zaskoczyć Remigiuszowi Mrozowi i wykorzystanym przez niego twistom fabularnym – nie przypominam sobie innego autora, któremu przychodziłoby to z taką łatwością.

Fabuła 8/10

Akcja 8/10

Dialogi 8/10

Podsumowanie 8/10

O książce:

Wyspy Owcze. Jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Od 1988 roku zdarzyło się tutaj tylko jedno morderstwo, a mieszkańcom pojęcie przestępstwa jest właściwie nieznane. Farerzy żyją spokojnie, zajmując się swoimi sprawami i przejmując jedynie tym, by liczba turystów w sezonie nie spadła.
Pewnej nocy wszystko się zmienia.
W niewyjaśnionych okolicznościach znika w porcie nastolatka. Społeczność Vestmanny szybko organizuje poszukiwania, ale okazują się one bezskuteczne. Po dziewczynie nie ma śladu, a sprawa zaczyna przyciągać zainteresowanie zarówno mediów, jak i duńskiej policji.
Życie w Vestmannie zmieni się na zawsze, gdy na jaw zaczną wychodzić mroczne sekrety zamkniętej społeczności.

Polecane dla Ciebie