RECENZJE

Mężczyzna, który gonił swój cień – recenzja książki

2 lutego 2018

Jestem wielkim fanem stworzonej przez Stiega Larssona serii Millenium, a jej pierwszą odsłonę uważam za jedną z najlepszych powieści, jakie kiedykolwiek dane mi było przeczytać. Dlatego też, z wielkim zniecierpliwieniem czekałem na kolejną – piątą już część serii.

Mężczyzna, który gonił swój cień to drugi tom Millenium, który stworzony został już po śmierci Larssona, przez Davida Lagercrantza. Tom, moim zdaniem, sporo lepszy od poprzedniego. Autor od razu wrzuca nas w wir ciekawych wydarzeń, w których uczestniczymy wraz z Mikaelem Blomkvistem i Lisbeth Salander. I wiecie co? Początkowo byłem przekonany, że naprawdę fajnie to wyszło! Przez pierwszą połowę książki, akcja niemal w ogóle nie zwalnia. Intryga jest naprawdę świetnie zawiązana przez co początkowo dość trudno jest nam się w niej połapać. Dzięki temu możemy z uśmiechem na ustach towarzyszyć w przygodach dwójce głównych bohaterów – bohaterów, za którymi ja mocno się stęskniłem.

Mniej więcej w połowie, fabuła łapie jednak wyraźną zadyszkę. Akcja zwalnia, a rozwiązanie zagadki (choć przyznam, że nie całe) udaje nam się poznać po przeczytaniu jakichś 2/3 książki. Wtedy też po raz pierwszy mocno zatęskniłem za Stiegem Larssonem, który na takie niedopracowanie fabuły pewnie by sobie nie pozwolił.

Teoretycznie mamy w książce do czynienia z bohaterami, których dogłębnie mogliśmy poznać w poprzednich częściach serii. Spędzając z nimi nieco więcej czasu, zauważyć jednak można, że nie są to już te same postaci. Mikael Blomkvist ze świetnego dziennikarza stał się osobą, którą przy rozwiązywaniu kolejnej zagadki, wyraźnie trzeba naprowadzić na odpowiednie tory. Co gorsza, całkowicie zszedł na drugi plan, ustępując miejsca Lisbeth Salander, która również zatraciła wiele ze swojej błyskotliwości. W pewnym momencie daje się ona podejść przeciwnikom, którzy do pięt nie powinni jej dorastać. Gdzieś w tle pojawiają się również inni znajomi, tacy jak Holger Palmgren, Jan Bublański czy Erika Berger – ich występy są jednak mocno nijakie i raczej nie zapadają w pamięć.

Za uproszczoną uznać można samą książkę, która z wielkich kolubryn Larssona, zmieniła się w trzystustronnicową powieść, jakich wiele w księgarniach. Lagercrantz opowiada prostą historię, bez jakichś wyraźnych pobocznych wątków. Nie widzimy, jak powstaje kolejny numer magazynu Millenium, nie poznajemy życia osobistego poszczególnych bohaterów, nie zwiedzamy wraz z nimi sztokholmskich ulic. Wszystko to było znakiem rozpoznawczym twórczości Stiega Larssona – tutaj tego zabrakło.

Książkę uznaję jednak za udaną – zapewniła mi kilka godzin fajnej zabawy. Dzięki niej mogłem też zobaczyć dawno niewidzianych przyjaciół. A, że sporo brakuje jej do pierwszych trzech części serii? No cóż, mamy w tym wypadku do czynienia z nieco inną literaturą. Ale i tak warto po nią sięgnąć.

Fabuła 7+/10

Akcja 7+/10

Dialogi 8/10

Podsumowanie 8/10

O książce:

Lisbeth Salander, dziewczyna, która igrała z ogniem, nigdy w pełni nie odkryła, kto stał za koszmarem jej dzieciństwa. Gdy Holger Palmgren opowiada jej o starych dokumentach, Lisbeth czuje, że nareszcie ma szansę poznać całą prawdę o machinie, która zniszczyła jej rodzinę. Jednak im bliżej jest rozwiązania tajemnicy, tym większe grozi jej niebezpieczeństwo. Wraz z Mikaelem Blomkvistem dotrze tam, gdzie szaleństwo naukowca i brutalne nadużycia władzy splotły się w jedno. Nie wszyscy wyjdą z tego cało.

Mężczyzna, który gonił swój cień, piąta książka w serii Millennium, to złożona i wciągająca powieść osnuta wokół kwestii honoru, tajemnic badań genetycznych i zaawansowanych ataków hakerskich – współczesnego sposobu prowadzenia wojny. To także wyjaśnienie zagadki, skąd się wziął i co oznacza słynny tatuaż ze smokiem.

Polecane dla Ciebie