STREFA TATY

Kiedy ojciec rzeczywiście staje się ojcem?

23 stycznia 2018

Przed narodzinami Karoliny wszystko wydawało się łatwe: wyobrażałem sobie, że przyjście na świat małego człowieka powinno spowodować automatyczne otwarcie się ukrytej dotychczas gdzieś w moim mózgu szufladki z napisem „ojciec”. Z szufladki w magiczny sposób miały wysypać się zapisane w genach wzorce ojcowskich postępowań, a także informacja na temat tego, jak powinno się wychowywać i kochać potomka. Niestety, coś poszło nie tak i okazało się, że z ojcostwem nie jest tak prosto, jak mogłoby się wydawać.

Podczas, gdy matki od samego początku tuląc i karmiąc dzieci są z nimi bardzo blisko, w głowach ojców kłębią się myśli na temat tego, jak teraz wyglądać będzie ich życie. Do mnie, zaraz po narodzinach obojga dzieci nie dochodziło, co się właściwie stało. Oczywiście, chwilę po narodzinach wzruszony trzymałem maluchy na swoich rękach, starając się gadać do nich i przytulać je najdelikatniej jak potrafię. Chwilę potem jednak wpadałem w wir codziennych zajęć. Trzeba było ogarnąć część pracy, w której to miałem nie pojawić się w ciągu najbliższych kilkunastu dni, przygotować mieszkanie na przyjazd nowych domowników, a także załatwić sprawy urzędowe. Zresztą, nawet gdy byłem w szpitalu przy Oldze, maluchy albo spały, albo jadły – przez co, nasz kontakt był więc dość mocno ograniczony.

Podobnie było podczas pierwszych, naznaczonych przerażeniem przed tym co nieznane, dni maluchów w domu. Okres ten posłużył nam na poznawanie się nawzajem. Wtedy dochodziło już do mnie, że jestem ojcem upragnionego malucha, jednak tenże nawet nie wiedział o moim istnieniu. Musiało upłynąć sporo czasu, żeby w mojej głowie zaczęła powoli otwierać się wspomniana na wstępie szufladka, a malec zaczął rozpoznawać ojca w tym niewyspanym, szczerzącym się do niego człowieku o drapiącej brodzie.

Takim prawdziwym ojcem – tak w przypadku Karoliny, jak i Michała poczułem się w chwili ich pierwszego do mnie uśmiechu. To właśnie uśmiech (albo może grymas do uśmiechu zbliżony – teraz to nieważne), pozwolił nam na nawiązanie pierwszej relacji ojciec-dziecko. Relacji rozwijanej w kolejnych tygodniach przez wspólną zabawę, spędzany razem czas, a później przez pierwsze rozmowy.

Moim zdaniem, ojcem nie jest się ot tak, po prostu – chwilę po narodzinach dziecka. Ojcem można stać się poprzez żmudną i trudną, ale też cholernie satysfakcjonującą, codzienną pracę.

Polecane dla Ciebie