MACIERZYŃSTWO

Czy jesteś matką wszechogarniającą?

8 listopada 2017

Wkrótce minie pół roku od kiedy na świecie pojawił się Michałek i odwrócił nasze poukładane wówczas życie do góry nogami. Zanim się urodził cały system funkcjonował dość sprawnie. Karolina zostawała z nianią, a my codziennie wyruszaliśmy do pracy. W weekendy natomiast oddawaliśmy się przyjemnościom. Potem przyszedł 22 maja i nastąpiło wielkie BUM! 

Od tamtej pory nie mogę się ogarnąć i bardzo mnie to boli, bo zawsze byłam dość zorganizowaną osobą. Wszystko miało swój czas i miejsce,  lubiłam ład i porządek. W zasadzie nadal lubię, ale osiągniecie tego stanu rzeczy jest teraz jakby trudniejsze. Miałam wypracowany schemat działania, a teraz w moim życiu zapanował wielki chaos. Wmawiam sobie, że to normalne, ale jak patrzę na niektóre matki to naprawdę zastanawiam się jak one to robią, że ogarniają dwójkę, trójkę a czasem i więcej dzieci a same wyglądają na wypoczęte, zrelaksowane, w domu posprzątane, ugotowane, a ja ledwo się wyrabiam.

Co ja plotę, przecież ja się wcale nie wyrabiam. Codziennie mam coś do zrobienia. Posprzątam w jednym pokoju, przejdę do drugiego, wracam a w tym pierwszym znowu jest bajzel. Od kilku dni mam do wyprasowania stertę prania, a że nienawidzę tego robić to odwlekam to w czasie jednocześnie dokładając do tej sterty kolejne suche rzeczy. Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie wyjdę zza deski do prasowania. 

Staram się gotować raz na dwa dni, ale nie zawsze mi to wychodzi. A przecież musimy coś jeść, bo inaczej padniemy z głodu. W międzyczasie trzeba wyjść z dzieckiem na spacer, zrobić zakupy, odebrać małą z przedszkola, a na końcu znaleźć chociaż trochę czasu dla siebie. To ostatnie wychodzi mi niestety najgorzej. Jak Karolina jest w przedszkolu to jeszcze pół biedy, bo jakoś udaje mi się wygospodarować trochę czasu na małe przyjemności, patrz bloga, ale to też kosztem czegoś innego, np. tego nieszczęsnego prasowania.

Właściwie większość moich wpisów powstaje po nocach. Jeśli myślicie, że pisanie bloga wygląda tak, że siadam sobie przy biurku, z kawką, ciastkami i laptopem i po godzince pracy mam ogarnięty i gotowy do publikacji tekst, to niestety ale się mylicie. Każdy wpis wymaga ode mnie dużo pracy i zaangażowania. Czasem wygląda to tak, że jeden tekst powstaje przez kilka dni. Napiszę kilka zdań i się wypalam. Padam ze zmęczenia, zasypiam przy komputerze lub po prostu budzi się Michał. Podziwiam te wszystkie mamy blogerki, które codziennie publikują nowe wpisy albo mają napisanych kilka do przodu. Nie wiem jak Wy to robicie dziewczyny, ale wielki szacun dla Was! Ja ten wpis tworzę już trzeci dzień, bo ciągle coś. Dzieciaki wstają przed świtem, buszują do samego wieczora z małą przerwą na drzemkę. Wczoraj np. zasnęłam karmiąc Michała… Naprawdę Was podziwiam! 

Żeby wygospodarować trochę czasu dla siebie biorę prysznic o 18. Tym sposobem jak nakarmię małego mam już wolne, czyli to tak około godz. 21. Wieczorami nie sprzątam, bo po całym dniu zwyczajnie nie mam na to ochoty, więc kiedy rano wstaję wita mnie bajzel – w kuchni, w dużym pokoju, w pokoju Karoliny. I tak jest właściwie codziennie. Powiedzcie Kochane jak Wy to wszystko tak sprawnie ogarniacie? Bo ja mam wrażenie, że kiedy chodziłam do pracy to byłam zdecydowanie lepiej zorganizowana niż teraz. W chwili obecnej na wszystko brakuje mi czasu. Łapię doła, bo wokół widzę same idealne żony i matki. Modnie ubrane, z fryzurą jakby dopiero co opuściły salon fryzjerski, zawsze mają czas dla swoich grzeczynych dzieci, domy i mieszkania epatują taką czystością, że aż trudno uwierzyć, że ktoś w nich mieszka… Jak to jest możliwe? Ogarnia mnie smuteczek, bo ja tak nie potrafię. Zdradźcie mi proszę swoję receptę na sukces, ja też tak chcę! <robię teraz oczy kota ze Shreka> 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to koniecznie daj mi o tym znać na moim fanpage. Będzie mi też miło jeśli podzielisz się nim ze swoimi znajomymi.

 

Polecane dla Ciebie