STREFA MAMY

Nienawidzę pożegnań

6 lutego 2017

Jak wiecie od kilku dni przebywam na zwolnieniu lekarskim. W związku z tym, że praca zaczęła mi coraz bardziej doskwierać, a właściwie nie sama praca co pozycja siedząca, dodatkowo pojawiło się więcej nieprzyjemnych dolegliwości – bóle kręgosłupa, brzucha, skurcze nóg i opuchlizna, to postanowiłam wrzucić trochę na luz i odpocząć w domu. O ile przy Karolinie da się odpocząć, bo trafił mi się nad wyraz aktywny egzemplarz.

Zeszły tydzień zatem, był w moim wykonaniu, tygodniem pożegnań, których wręcz nie znoszę, a mam ich na swoim koncie już kilka.


PRACA

We wtorek po raz ostatni w tym roku zasiadłam przy swoim biurku w pracy, przed swoim komputerem i przed toną swoich papierów.  Przes 8 godzin pracowałam dając z siebie wszystko (jak zwykle z resztą). Nawet ostatniego dnia nie pozwoliłam sobie na luz. Miałam za dużo spraw do ogarnięcia. I choć czasem narzekałam na ogrom pracy w dziale eksportu firmy o światowym zasięgu, to prawda jest taka, dział ten był (jest) miejscem w którym się odnalazłam wręcz doskonale. Lubiłam tą pracę, lubiłam pracować z „moimi” Duńczykami. I powiem Wam szczerze, że cieszę się, że z poprzedniej firmy zostałam tak chamsko zwolniona, bo nigdy bym tu nie trafiła. Tutaj dziękuję Pani M., że potraktowała mnie tak jak potraktowała. Trafiłam do znacznie lepszego miejsca.

W okolicach godziny 14, kiedy uświadomiłam sobie, że są to moje ostatnie godziny przy biurku, w gronie ludzi z którymi uwielbiałam pracować, to niestety zaczęłam się rozklejać. Moment kulminacyjny nastąpił kiedy to moi współpracownicy postanowili wpaść na genialny pomysł grupowego pożegnania się ze mną. O ile byłabym w stanie jako tako znieść żegnanie się z każdym indywidualnie, tak w grupie nie było już tak wesoło. Był prezent, który pokazałam Wam na instagramie, były uściski i miłe słowa i jak na babę w ciąży przystało rozkleiłam się na maksa. Nie zrozumcie mnie źle, bo ogromnie się cieszę, że będę mogła te najbliższe miesiace spędzić z Karoliną w domu, jednak praca zajmowała w moim życiu dość ważne miejsce i jestem pewna, że będzie mi jej brakować. Oczywiście po ciąży zamierzam tam wrócić i o dziwo czuję, że tym razem nie zostanę potraktowana tak jak poprzednio.


NIANIA

Jeśli wydaje Wam się, że pożegnanie w pracy było trudne to mówię Wam, że nie było. Z nianią było znacznie gorzej. Nasza niania po raz ostatni była u nas we wtorek, jednak samo pożegnanie zostawiliśmy sobie na weekend, gdyż chcieliśmy pożegnąć ją jak należy. Biorąc pod uwagę fakt, że Pani Ania spędziła z Karolinką minione 2 lata, była zaangażowan w pracę, okazywała Karolince troskę, a co najważniejsze wykazywała się niebywałą cierpliwością wobec naszego dziecka, uznaliśmy, że zasługuje ona na odpowiednie podziękowanie za trud włożony w wychowanie naszej córki. Dlatego też umówiliśmy się na zeszłą sobotę.

Zapewne zdajecie sobie sprawę, że to pożegnanie nie było aż tak trudne dla mnie jak było dla Karoliny. Od środy do soboty rano patrzyłam na Karolinkę i słuchałam co mówi, a mówiła wiele… Każdego dnia wspominała Panią Anię i mówiła o tym, co będą robić jak Ania znowu do niej przyjdzie. I tak kilka razy dziennie słyszałam: „A Ania to, a Ania tamto, a jak przyjdzie Ania…” I nagle zdałam sobie sprawę jak bardzo moje dziecko jest przywiązane do swojej niani. Nie to, żeby nie było do mnie, bo do matki to wiadomo, z urzędu, ale niania spędzała z nią 40 godzin tygodniowo, aż tu nagle przestała przychodzić. Ja również przeżywałam ten fakt, bo jak widzisz, że ktoś jest dobry dla Twojego dziecka, to automatycznie darzysz tę osobę sympatią. Prawda jest taka, że Pani Ania stała się członkiem naszej rodziny, była dla nas bardzo ważna, więc możecie sobie jedynie wyobrazić co w sobotę przeżywałyśmy. Ja, w której buzują hormony, przepadłam totalnie kiedy żegnaliśmy się z Panią Anią po odwiezieniu jej do domu. Wyłam, po prostu wyłam i nic nie było w stanie powstrzymać tych łez. Karolinka się pożegnała, dała buziaka i kiedy szliśmy do samochodu powiedziała, że ona lubi zostawać z Anią i chce żeby jeszcze do nas przychodziła.

Serce mi pęka, bo wiem, że ich spotkania będą teraz rzadkością. Jestem przekonana, że Karolinka będzie za nią bardzo tęsknić, ale mam nadzieję, że odwiedziny Pani Ani chociaż raz w miesiącu pozwolą im utrzymać dobry kontakt.

Znalezienie dobrej niani niejednokrotnie graniczy z cudem. I wydawać by się mogło, że młoda, niedoświadczona dziewczyna będzie kiepska w porównaniu ze starszą panią, która przy okazji mogłaby robić za babcię. Jednak w naszym przypadku to się absolutnie nie sprawdziło. Trafiła nam się niana z powołania, cierpliwa i kochająca dzieci. Jestem jej niezwykle wdzięczna, bo była cudowna dla naszej Karoliny. Lepszej nie mogliśmy sobie wymarzyć.


Sami widzicie, że nasz tydzień nie należał do łatwych i pewnie długo nie będziemy się mogły z Karoliną po nim ogarnąć. Mam jednak nadzieję, że te doświadczenia zbliżą nas do siebie jeszcze bardziej. Że będę w stanie dać jej to, co dawała jej Ania, a Karolina będzie dla mnie łaskawa i pozwoli mi od czasu do czasu na jakąś odskocznię od życia rodzinnego, bo tym właśnie między innymi była dla mnie praca.

A jak wyglądał Wasz tydzień? Robiliście coś ciekawego?

Polecane dla Ciebie